Informowaliśmy, że Witold Szpiczyński pojechał do Parlamentu Europejskiego by odebrać krzyż, który zawiesił w 2012 roku. Krucyfiks ten został po kilku dniach od jego zdjęty. Mężczyzna został wczoraj zatrzymany przez belgijską policję i przesłuchany. CZYTAJ WIĘCEJ
W Parlamencie Europejskim Szpiczyński został zaproszony przez ochronę na rozmowę. - Powiedziano mi, że za karę że się nie stosuję do poleceń ochrony krzyż nie zostanie mi w ogóle oddany - opowiada nam szef otwockiego Klubu Gazety Polskiej. Polak zapowiedział, że nie wyjdzie z budynku bez krucyfiksu.
- Sprawę chciano załatwić po cichu, by uniknąć skandalu, dlatego nie wzywano początkowo policji. Przychodziły różne osoby, by ze mną negocjować. Funkcjonariusze przyjechali około cztery godziny później. Cztery radiowozy – mówi w rozmowie z niezalezna.pl Szpiczyński.
Policjanci po zapoznaniu się ze sprawą powiedzieli, że nie mają podstaw do zatrzymania Polaka i zasugerowali ochronie oddanie krzyża.
- Zgodziłem się pojechać na komisariat pod warunkiem, że policjanci przyjmą zgłoszenie o kradzieży mojej własności przez szefa ochrony PE - opowiada Polak.

(fot. Witold Szpiczyński)
Na komisariacie złożone zostało doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez szefa ochrony. Policja już na miejscu stwierdziła, że nie ma podstaw prawnych do zatrzymania Witolda Szpiczyńskiego. Zapewniła też, że zajmie się kwestią krzyża.
- Policjanci zapytali w jaki sposób Parlament Europejski może naprawić wyrządzoną mi szkodę. Mówili o jakichś kwotach, pytali mnie czego chcę. Powiedziałem, że nie żądam żadnych pieniędzy. Zaproponowałem, że mogę poświęcić nowy krzyż i powiesić go w PE i to będzie naprawienie szkody. Wtedy zapadła cisza, wszyscy pospuszczali głowy. Potem funkcjonariusze mnie wyprowadzili – relacjonuje zajście Szpiczyński.
Wizyta Polaka w Brukseli i odebranie krzyża było wcześniej ustalane z szefem ochrony PE. Szpiczyński ma korespondencję z której wynika, że szef ochrony zgodził się na oddanie krucyfiksu i wiedział o dacie przyjazdu Polaków do parlamentu.