Radosław Sikorski nie przestaje zaskakiwać. Wydawało się, że po sprawie z pizzą i jego "prywatną" kolacją – za którą zapłacił służbową kartą – sytuacja się zmieni. Otóż – jak widać – nie.
Jak informowaliśmy w weekend Radosław Sikorski będzie miał własną wieś. Minister zażyczył sobie, aby nazywała się Dwór Chobielin, jednak Ministerstwo Administracji zaproponowało Chobielin-Dwór. Lokalne władze wyraziły zgodę na oddzielenie pałacyku Sikorskich od Chobielina i nadania jej osobnej nazwy, więc to tylko kwestia formalności (muszą się zgodzić na tę drugą nazwę, zaproponowaną przez ministerstwo).
Tymczasem szef MSZ polecił funkcjonariuszom BOR, aby odwieźli do domów kolegów jego synów, którzy bawili na 13 hektarowej posiadłości ministra przez weekend. „Po raz kolejny Sikorski wykorzystał funkcjonariuszy BOR do prywatnych celów” – czytamy na se.pl.
- W takich sytuacjach nic nie mamy do powiedzenia. Każdy sprzeciw to niemal pewna utrata pracy – powiedział gazecie były funkcjonariusz BOR.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych przyzwyczaiło się do wybryków Sikorskiego? Wydaje się, że tak, ponieważ nie widzi nic niestosownego w zachowaniu ministra.
- Nie ma nic zdrożnego i złego w tym, że funkcjonariusze BOR odwieźli dzieci znajomych ministra. BOR po prostu wracał na nocleg do Bydgoszczy i zabrał tę dwójkę dzieci - przekonuje dziennikarzy rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski.
Reporterzy doprecyzowują, że zdjęcia elitarnych służb odwożących dzieci zostały wykonane o godzinie 17.00. Funkcjonariusze jechali wtedy spać? – dopytują dziennikarze.
- Oczywiście, że można było zamówić taksówkę. Ale po co, skoro były wolne miejsca w aucie BOR? Nie szukałbym tu sensacji – mówi Wojciechowski.
Za pizzę BOR wszczęło postępowanie. Czy podobnie będzie z „taksówką”?