Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Do obwodu kaliningradzkiego trafiają „pomidory z Serbii, które wyglądają jak polskie”

Obwód kaliningradzki i anektowany ukraiński Krym, które nie mają lądowej granicy z Federacją Rosyjską, jako pierwsze odczuły na sobie następstwa kremlowskiego zakazu na wwóz zachodnich i ukrai

Autor:

Obwód kaliningradzki i anektowany ukraiński Krym, które nie mają lądowej granicy z Federacją Rosyjską, jako pierwsze odczuły na sobie następstwa kremlowskiego zakazu na wwóz zachodnich i ukraińskich towarów. Każdy z regionów próbuje sam radzić sobie z tą sytuacją. W Kaliningradzie już pojawiły się „podobne do polskich” pomidory z Serbii. Natomiast separatystyczne władze Krymu wprost proszą Moskwę, aby ta pozwoliła na import towarów z Ukrainy.

7 sierpnia Rosja wprowadziła zakaz importu z USA, UE, Australii, Kanady i Norwegii owoców, warzyw, mięsa, drobiu, ryb, mleka oraz nabiału. Wcześniej, w odpowiedzi na podpisanie przez Kijów gospodarczej części umowy o stowarzyszeniu z UE, Rosja ograniczyła również wwóz niektórych ukraińskich towarów rolnych.

Jako jeden z pierwszych, problemy odczuł obwód kaliningradzki. - Będziemy musieli zamienić prawie 80 proc. wszystkich towarów rolnych stwierdził w rozmowie z opozycyjną telewizją Dożdź deputowany lokalnego parlamentu Witautas Łopata. Dodał, że z powodu sankcji w regionie, gwałtownie wzrośnie bezrobocie, bowiem cały mały i średni biznes w Kaliningradzie jest związany z produkcją z UE.

Oficjalnie jednak obowiązuje „propaganda sukcesu”. Jak poinformowała w niedzielę agencja informacyjna ITAR-TASS, do obwodu kaliningradzkiego dotarły „pierwsze partie towarów z krajów, które nie zostały objęte rosyjskimi sankcjami”. - Pojawiły się malezyjskie winogrona, jabłka i pomidory z Serbii, które z wyglądu są absolutnie takie same, jak te, które wcześniej wwożono z Polski stwierdziła przedstawicielka kaliningradzkiego urzędu celnego Swietłana Kumaniewa.

Urzędniczka nie sprecyzowała jednak, jak „serbski” towar dotarł do rosyjskiej enklawy. Serbia nie ma granicy morskiej, a przypadku przewiezienia towaru drogą lądową ciężarówki musiałyby przekroczyć granice krajów Unii Europejskiej. Każdy z tych wariantów wiąże się z dodatkowymi kosztami i podnosi cenę towarów. Zaś rosyjskie służby zapewniają, że będą „walczyć ze sztucznym podniesieniem cen na żywność”.

Być może serbskie firmy poszły tropem Białorusi. Jak pisała „Gazeta Polska Codziennie”, z danych białoruskiego urzędu statystycznego Biełstat wynika, że w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2014 r. Białoruś dostarczyła do Rosji „białoruskich cytryn” na sumę 1,7 mln dol., „białoruskich ananasów” - na 37 tys. dol, „białoruskich orzechów” (kokosowych, brazylijskich, nerkowców oraz migdali) – na 1,8 mln dol, „białoruskich małży” na prawie 800 tys. dol, oraz „białoruskich ośmiorniczek” na ok. 500 tys. dol. Czyli towary ewidentnie zagranicznego pochodzenia są wydawane za swoje.

W sytuacji podobnej do Kaliningradu znalazł się okupowany przez Rosję ukraiński Krym. W wyniku braku granicy lądowej z Rosją i związanymi z tym faktem utrudnieniami w logistyce, na półwyspie odnotowuje się niedobór produktów pierwszej potrzeby. W sobotę poinformowano, że krymskie władze separatystyczne musiały zwrócić się z oficjalną prośbą do wicepremiera Rosji ds. Krymu Dmitrija Kozaka o pozwolenie na wwóz ukraińskich towarów – mleka, produktów mlecznych, cukru, oleju słonecznikowego, ziemniaków, wołowiny, tomatów i kukurydzy.

Problemy z zaopatrzeniem zmuszają władze Rosyjskie pójść na ustępstwa. Jeszcze w środę, 13 sierpnia, Rosyjska Służba Antymonopolowa zapowiedziała, że dopuszcza wprowadzenie zmian do listy towarów z UE i USA, import których został zabroniony 7 sierpnia.
 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane