Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Spowiedź rosyjskiego terrorysty. Ujawnia sposoby werbunku oraz chaos wśród dowódców

- Nie dostawaliśmy wypłat, tylko bezpłatne posiłki, mundury, broń i gwarancje, że ciała przywiozą do rosyjskiego Rostowa o ile, oczywiście, znajdą.

Autor:

- Nie dostawaliśmy wypłat, tylko bezpłatne posiłki, mundury, broń i gwarancje, że ciała przywiozą do rosyjskiego Rostowa o ile, oczywiście, znajdą. Był ścisły wymóg aby usunąć wszystkie dane osobowe z portali społecznościowych – tak właśnie uczyniłem – mówi były członek rosyjskich grup dywersyjnych na Ukrainie, 24-letni Artur Gasparian.
 
W rozmowie z radiem Wolna Europa Ormianin opowiedział historię własnego werbunku oraz przebiegu „delegacji na Ukrainie”.
 
- Nauczono nas komunikować się za pomocą gestów i znaków, aby rozpoznawać siebie nawzajem, bezdźwięcznie rozmawiać w nocy, wydawać polecenia - do tyłu, do przodu, stój, połóż się, niebezpieczeństwo, itp. Teraz mogę komunikować się za pomocą rąk, jak głuchoniemy. Tego uczył nas instruktor w cywilu. On podobnie jak wszyscy – nie przedstawiali się. Nie znaliśmy prawdziwych imion ludzi dookoła nas. Tylko kryptonimy. Do tej pory nie wiem, jak miało na imię wielu chłopaków, którzy trafili wraz ze mną do tego piekła i zginęli – opowiada Gasparian.
 
Ze słów byłego terrorysty w Doniecku ok. 80 proc. grup dywersyjnych składa się z Rosjan, Czeczenów, Inguszów, Ormian. Reszta to są miejscowi. W Gorłowce układ był pół na pół. – Ale Rosjanie lepiej walczą, wciąż chłopaki byli chociaż w jakimś wojsku. Na Ukrainie przez 23 lata żadnej armii nie było – dodaje.
 
Gasparian stwierdza, że postanowił opuścić grupy dywersyjne po wydarzeniach 26 maja. Wówczas armia ukraińska zaatakowała lotnisko w Doniecku zajęte przez terrorystów. – Dowódca naszego batalionu „Wostok” Aleksander Chodokowski powiedział, że zajmując lotnisko nam nic nie grozi, że Ukraińcy nie będą bombardować bo to nowe lotnisko, które zostało wybudowane z okazji mistrzostw Europy w piłce nożnej. Jednak się pomylił opowiada Ormianin.
 
Na skutek ataków dywersanci zdecydowali się uciec dwoma samochodami ciężarowymi KAMAZ. Jeden z nich został wysadzony. – Widocznie, miejscowym (zwolennikom samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej – DNR) powiedzieli, że w KAMAZ-ach jadą Ukraińcy. Z KAMAZ-u krzyczeli tamtej stronie: „Jesteśmy swoi! Do kogo wy strzelacie?”, na co usłyszeli odpowiedź: „Nie jesteście nasi. Jesteście nacjonaliści, faszyści”. Wtedy zabito prawie wszystkich, przeżyło tylko trzy-cztery osoby.


fot.: Twitter.com @Yurich24081980 - zdjęcie rozstrzelanego KAMAZ-a
 
- Chcę, żeby ludzie, którzy zamierzają pojechać na Ukrainę zrozumieli, kto będzie nimi dowodził. Ja tam poszedłem i cudem przeżyłem. Mi szkoda innych – tłumaczy swoją decyzję opowiedzieć dziennikarzom o swoim pobycie na Ukrainie Gasparian.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane