Na Ukrainie koło Doniecka porwano jadącego odprawić Mszę święto księdza Wiktora Wąsowicza, który ma polskie korzenie. Prawdopodobnie stoi za tym działaniem rosyjski terrorysta, z przeszłością w GRU, o pseudonimie „Bies”. To nie pierwsze porwanie duchownego podczas wojny na Ukrainie. Dlaczego księża są tam szczególnie groźni dla agresorów?
To było widać już na Majdanie, gdy duchowni, którzy się tam pojawili byli traktowani przez ludność bardzo dobrze, jako szczególnie potrzebni. Owce w sposób naturalny garną się do pasterzy, do Bożego Słowa i prawdy. Ksiądz jako autorytet jest zawsze zagrożeniem dla mafiosów czy terrorystów i to w każdym kraju, u nas również. Na Ukrainie porwanie kapłana jest oczywiście uderzeniem w ludzi, aby ich zastraszyć. Bo ksiądz nie działa koniunkturalnie, idzie po swojej linii i mówi prawdę.
Przekraczanie linii frontu jest wpisane w misję kapłana.
Ksiądz może oddać życie, za to co reprezentuje, za to co głosi. Tam gdzie są ludzie, tam jest też potrzebny ksiądz. Tradycja Kościoła nam mówi, że ostrze niegodziwości zawsze uderza w pasterza, a później w owce. Zwłaszcza na tamtych wschdnich terenach duchowny jest szczególnie cenny.
Potrzebna jest modlitwa?
Tak i każda taka wiadomość powinna nas mobilizować do modlitwy. Jest czas jakiegoś wielkiego męczeństwa za wiarę i to na całej kuli ziemskiej. Za mało się o tym pamięta.