- W tym momencie Marek Falenta ma postawiony jeden zarzut współudziału w rzekomym procederze. Teraz czekamy na rozpatrzenie przez sąd dwóch kolejnych naszych zażaleń: w sprawie zatrzymania i udostępnienia akt sprawy - dodaje prawnik w rozmowie z naszym portalem.
Decyzja sądu - prawomocna i wykonalna - oznacza, że prokuratura musi zwrócić biznesmenowi milion złotych i zatrzymany paszport.
Marek Falenta jest jednym z czterech podejrzanych w sprawie nielegalnego podsłuchiwania urzędników państwowych. Zdaniem Piotra Nisztora, współautora artykułu o taśmach "Wprost", zatrzymanie Falenty to próba znalezienia kozła ofiarnego. W gronie podejrzanych oprócz dwóch kelnerów jest szwagier Marka Falenty - Krzysztof Rybka.
Postać Falenty opisywały szczegółowo media. "Falenta karierę rozpoczął w 1997 roku w spółkach KGHM. Już trzy lata później wraz z dwoma wspólnikami założył spółkę Electus zajmującą się finansowaniem samorządów oraz publicznych szpitali.Sprzedał ją za 450 mln zł i w ramach transakcji przejmie część akcji DM IDM, stając się tym samym największym akcjonariuszem firmy" - informował dziennik.pl.
Portal donosił również, że w 2010 r. Falenta założył fundusz inwestycyjny Falenta Investments, by zczasem stać się także większościowym udziałowcem telekomunikacyjnej spółki Have, górniczej ZWG, internetowej LeadBullet i deweloperskiej Real2B. Z polskimi naukowcami założył także firmę Umbrella Institute, która miała wdrażać nowe technologie do przemysłu. Dzięki temu miał spotkać się z innymi postaciami świata biznesu, jak np. Tomasz Misiak, właściciel agencji pracy Work Service i były senator PO, hotelarz Wiesław Likus, który jest głównym inwestorem centrum handlowego VitkAc w Warszawie czy Grażyna Piotrowska-Oliwa, jeszcze do niedawna prezes PGNiG.
Co łączy biznesmena Marka Falentę z podejrzewanym o zakładanie podsłuchów kelnerem Łukaszem N.? Biznesmen dobrze znał Łukasza menadżera w restauracji „Sowa i przyjaciele” podejrzewanego o nagrywanie rozmów polityków. Poznał go w restauracji Lemongrass. Falenta zapamiętał N. jako chłopaka, który nie do końca wie, czego chce: – Zatrudniliśmy go w Electusie [firma zajmująca się finansowaniem publicznych szpitali – przyp. red.], zajmował się sprzedażą. Po kilku miesiącach zrezygnował, stwierdził, że woli pracę w restauracji – wspominał Falenta w rozmowie z "Newsweekiem".