Jarosław Kaczyński na początku nawiązał do afery taśmowej. Powiedział, że na nagraniach jest uwidoczniona pogarda obecnej władzy dla polskiego społeczeństwa, ta "murzyńskość", o której mówił minister Sikorski. Słychać w nich było o rozpasaniu premiera, który każe sobie sprowadzać cygara, bo kubańskie mu nie odpowiadają, tych prezentach po kilka tysięcy złotych na urodziny, stylu życia, obiadach w restauracji, o której się mówiło, że to wręcz stołówka Platformy Obywatelskiej. - To wyraża lekceważenie i obcość wobec społeczeństwa i zwykłych Polaków, którzy uczciwie zarabiają na życie. Miażdżąca większość Polaków nie może z takich przywilejów korzystać - tłumaczył Kaczyński.
Prezes PiS mówił również o pogardzie wobec prawa ludzi dzisiejszej władzy. - To zjawisko niesłychanie groźne dla wszystkich Polaków, dla każdego z nich. Wybory to podstawowy akt demokracji – obywatele mają wybierać władzę, bez tego demokracji nie ma. Otóż jak te wybory mają wyglądać według tych taśm? Mamy do czynienia z możliwością użycia całego aparatu państwowego, jeśli chodzi o uzyskanie wyniku podtrzymującego tę władzę. (…) Musicie pamiętać, że jeśli chodzi o wybory i o możliwość zmiany władzy – to jest to fundament fundamentów demokracji. A oni tego nie uznają – nie uznają, że obywatele mają prawo i możliwość zmiany władzy.
O działaniach rządu w sprawie Ukrainy mówił jako o zabiegu piarowskim, propagandowym: - To było kolejne zagranie dla celów wewnętrznych, piarowskich. Istota pozostała taka sama – bo jeśli byłoby inaczej, to Radosław Sikorski nie mógłby być dalej ministrem spraw zagranicznych. Cała jego polityka była nastawiona na niszczenie stosunków polsko-amerykańskich. Kto chce wypchnąć, z Europy i Polski, Stany Zjednoczone? Rosja. Wtedy oznacza, że od Władywostoku do Lizbony, tylko Niemcy i Rosja będą rozdawać karty.
Kaczyński powiedział też, że żadna władza nie ma prawa używać przymusu, by ratować swój wizerunek. - Zastraszano narodowców, ja nie jestem narodowcem, ale w Polsce wolno manifestować. W ten sposób postępować nie wolno – 16-letni chłopiec tego ruchu został na komisariacie rozebrany do naga. To są czasy PRL - mówił i dodał, że obecna władza coraz bardziej chwyta się metod kryminalnych, by się obronić.
Lider PiS zaapelował, że aby odsunąć rząd Tuska od władzy, trzeba zjednoczyć prawicę. - Próba zjednoczenia prawicy będzie podjęta za 10-12 dni. Jeżeli doprowadzimy do tego, by ci, którzy traktują PiS jako tzw. drugi wybór, wybiorą nas - to my te wybory wygramy. Nie ma się co rozdrabniać - kto chce zmieniać Polskę, musi głosować na PiS - na ten zjednoczony obóz prawicy, który chcemy stworzyć. (…) Ktoś mówi, że mamy 35-40 procent poparcia, a trzeba więcej. Myśmy w marcu 2005 mieli kilkanaście procent głosów, a podczas wyborów 27. Wszystko jest możliwe. Potrzebna jest ofensywa - mam nadzieję, że wydarzenia ostatnich tygodni doprowadziły, że zaczynają spadać łuski z oczu — podkreślił prezes.