Postać zatrzymanego biznesmena opisują szczegółowo media. "Falenta karierę rozpoczął w 1997 roku w spółkach KGHM. Już trzy lata później wraz z dwoma wspólnikami założył spółkę Electus zajmującą się finansowaniem samorządów oraz publicznych szpitali. Sprzedał ją za 450 mln zł i w ramach transakcji przejmie część akcji DM IDM, stając się tym samym największym akcjonariuszem firmy" - informuje dziennik.pl.
W dzienniku czytamy również , że w 2010 r. Falenta założył fundusz inwestycyjny Falenta Investments, by z czasem stać się także większościowym udziałowcem telekomunikacyjnej spółki Have, górniczej ZWG, internetowej LeadBullet i deweloperskiej Real2B. Z polskimi naukowcami założył również firmę Umbrella Institute, która miała wdrażać nowe technologie do przemysłu. Dzięki temu miał spotkać się z innymi postaciami świata biznesu, jak np. Tomasz Misiak, właściciel agencji pracy Work Service i były senator PO, hotelarz Wiesław Likus, który jest głównym inwestorem centrum handlowego VitkAc w Warszawie czy Grażyna Piotrowska-Oliwa, jeszcze do niedawna prezes PGNiG.
W branży mówi się o nim, że to wizjoner, a najczęściej przywołuje jeden z jego pomysłów opisywany w skrócie jako "czarna Biedronka". Otóż Falenta planował, by podczas dostarczania węgla do klientów, był od nich zabierany złom i np. elektrośmieci. Dodatkowo miał być darmowy abonament na prywatną opiekę medyczną i zmiana dostawcy prądu. Składy węglowe miały być miejscami odbioru przesyłek kurierskich i pocztowych, oferować sprzedaż usług telefonicznych.
Z kolei na portalu wyborcza.pl czytamy, że Falenta "udziały w Składach Węgla kupił w grudniu 2013 r. Składy są głównym dystrybutorem węgla dla indywidualnych odbiorców. Kilka tygodni temu policjanci CBŚ zatrzymali 10 osób zajmujących kierownicze stanowiska w tej firmie. Trzymiesięczny areszt tymczasowy zastosowano dla pięciu osób. Są podejrzewani m.in. o oszustwa, wyłudzanie podatku VAT i pranie brudnych pieniędzy na kwotę 85 mln zł. Zajęto też konta spółki. Jej działalność została sparaliżowana, zaraz po tym, gdy sprowadziła do Polski ogromną dostawę węgla z Rosji. Był konkurencyjny wobec tego z naszych kopalń. Kosztował 30 proc. taniej i pojawienie się go na rynku polskiej spółki węglowe traktowały jako zagrożenie". Węgiel zza wschodniej granicy był przy tym tańszy o 30 proc. i - jak podawała policja - gorszej jakości. Wiadomo też, że części transakcji w ogóle nie ewidencjowano. Sam Falenta zaprzeczał tym oskarżeniom i mówił, że padł ofiarą rządu i konkurencji - informuje dziennik.pl
Są też wątki rosyjskie. Gdy pozostałym firmom w branży obroty spadały, to "udział rosyjskiego węgla w sektorze socjalno-bytowym wzrósł w Polsce z 30 do około 40 proc.", wynika z danych Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Jeden z wątków mówi także o tym, że Falenta, kiedy wchodził w branżę węglową, miał nawiązać kontakty z Rosjanami. "Niektóre źródła wręcz twierdzą, że jest tylko oficjalną przykrywką, a w praktyce spółką rządzi zorganizowana grupa przestępcza z Rosji", napisał m.in. "Puls Biznesu".
Co łączy biznesmena Marka Falentę z podejrzewanym o zakładanie podsłuchów kelnerem Łukaszem N.? Biznesmen dobrze znał Łukasza menadżera w restauracji „Sowa i przyjaciele” podejrzewanego o nagrywanie rozmów polityków. Poznał go w restauracji Lemongrass. Falenta zapamiętał N. jako chłopaka, który nie do końca wie, czego chce: – Zatrudniliśmy go w Electusie [firma zajmująca się finansowaniem publicznych szpitali – przyp. red.], zajmował się sprzedażą. Po kilku miesiącach zrezygnował, stwierdził, że woli pracę w restauracji – wspominał Falenta w rozmowie z "Newsweekiem". Gdy Falenta przychodził do Sowy, Łukasz zwracał się do niego per „szefie”.
Współautor tekstu we "Wprost" Piotr Nisztor sugeruje z kolei, że Falenta został zatrzymany tylko dlatego, że dziennikarz kontaktował się z nim podczas pracy nad artykułem o sprawach węglowych.