Poogrągłostołowa Polska pełna jest sprzeczności, ale mentalne łamańce i piruety, jakich dokonano w związku z pogrzebem Wojciecha Jaruzelskiego, przeszły najczarniejsze wyobrażenia. Informacja o odbytej na kilkanaście dni przed śmiercią spowiedzi stała się przepustką do uroczystej mszy św. w katedrze polowej. Natomiast pogrzeb był już całkiem świecki. Jakaś dziwna hybryda! W kościele eucharystia w intencji zmarłego, bez jego prochów, a na cmentarzu urna, bez księdza i bez krzyża. W kościele słyszymy o świętej pamięci Wojciechu, a na grobie zamiast krzyża zatknięty patyk, a na tabliczce przy nazwisku zabrakło literek śp.
Uroczystościom towarzyszył festiwal kłamstw. To, że przed kamerami resortowych dzieci pogrobowcy komunizmu utrwalają kłamliwą narrację, nie dziwi. Gorzej, gdy miejscem kolportowania fałszu jest świątynia, a biskup i prezydent sieją zamęt pojęciowy. Prezydent i biskup traktują Jaruzelskiego jak polskiego żołnierza, choć przeciw niemu do końca jego życia prowadzone było śledztwo z oskarżenia o zbrodnie komunistyczne. Czyżby zapomnieli, że ten żołnierz-dowódca, ilekroć wyprowadzał żołnierzy z koszar, to zawsze przeciwko Polakom (raz przeciwko Czechom i Słowakom)?
Prezydent Komorowski powiedział, że Jaruzelski „dźwigał ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i najbardziej dramatyczne decyzje”. Te słowa to paskudne nadużycie. Jaruzelski przez dwie dekady krętactwami, zaświadczeniami lekarskimi i proceduralnymi sztuczkami od tej odpowiedzialności się wymigiwał. Niestety, bp Guzdek posunął się jeszcze dalej. W homilii przywołał Mękę Pańską i postać nawróconego łotra, mówiąc: „Gdy Jezus dostrzegał nawrócenie, okazywał miłosierdzie”. Hierarcha zignorował fakt, że łotr najpierw został przez ziemski sąd osądzony, skazany i cierpi karę, a w opisie męki zawarte jest jego wyznanie: „My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki...” (Łk 23,41). Jaruzelski uniknął sądu. Do końca życia kłamał, kręcił i ukrywał prawdę. Nigdy nie wyznał nic na temat masakry na Wybrzeżu, stanu wojennego, magdalenkowych ustaleń czy skrytobójczych mordów na kapłanach. A przecież mógł ułatwić nam dochodzenie do prawdy, rozwiązać konflikt, który dzieli Polaków. Nie zrobił tego. Zabrał tajemnice do grobu. Utrwalając kłamstwo, utrwalił ludzką krzywdę.
Ordynariusz polowy w homili zaznaczył, że jako chrześcijanie jesteśmy apostołami prawdy i miłosierdzia. Proponuję, aby jeszcze raz powtórzył te słowa. Głośno i wyraźnie. Najlepiej przed lustrem.