- Wszystkich postawić w stan najwyższej gotowości przed żniwami! – grzmiał podczas wizytowania kołchozów w obwodzie mińskim prezydent Białorusi. – Za niezrealizowanie planu odpowiedzialność karną poniosą kierownictwo, specjaliści oraz premier – kontynuował ostatni dyktator Europy. Zapowiedział, że w ramach zwiększenia sił produkcyjnych zamierza w ciągu najbliższego tygodnia podpisać dekret zabraniający rolnikom opuszczania ich miejsc pracy. – Wczoraj na mój stół położono dokument wprowadzający „prawo pańszczyźniane”. Nie pozwoli on kołchoźnikom ani się zwolnić, ani przenieść – stwierdził polityk.
Te zmiany, przywracające de facto pańszczyznę, wywołały zaskoczenie ekspertów od lat zajmujących się białoruską problematyką. – Nawet jak na Łukaszenkę to jest za dużo – stwierdził w rozmowie z „Codzienną” prezes Fundacji Wolność i Demokracja Tomasz Pisula. – Łukaszenka wykorzystuje chwilę spokoju w związku z tym, że międzynarodowa opinia skupiła swoją uwagę na rozwiązaniu konfliktu powstałego w wyniku agresji Rosji na Ukrainie. Nagle białoruski prezydent na Zachodzie został zrehabilitowany. Zapowiedź przywrócenia prawa pańszczyźnianego jest pierwszym wynikiem odpuszczania temu dyktatorowi ze strony Zachodu – stwierdza obrońca praw człowieka.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".