Gdy poseł wraz ze współpracownikami wjechał około 1:30 w nocy na parking podeszło do nich trzech agresywnych mężczyzn. Jednemu ze współpracowników polityka wyrwali kluczyki do służbowego samochodu. Doszło do szamotaniny.
Następnie napastnicy rzucili się na Matuszewskiego. – Podbiegłem i zatrzymałem autobus. Chciałem stamtąd zadzwonić na policję. Moi współpracownicy, którzy w międzyczasie wyrwali się agresorom, też podbiegli do autobusu. Wtedy napastnicy wydobyli skądś drągi i skierowali się w naszą stronę. Kierowca ruszył, więc bandyci zaniechali ścigania nas. Ale cofnęli się do naszych samochodów i zdemolowali je – wybili szyby i powyginali uderzeniami blachę – relacjonował Matuszewski. – Potem odjechali – mówił.
Jak powiedział, wezwana policja przyjechała bardzo szybko – zarówno ta w oficjalnych radiowozach jak i tajna. – Spisali nasze zeznania i gdzieś odjechali. Ale po kilku minutach przywieźli ujętych napastników, żebyśmy potwierdzili ich tożsamość. To byli ci sami bandyci – dodał w rozmowie z telewizjarepublika.pl .
