Na konferencji prasowej w Warszawie szef MAC podsumował działania służb oraz ostatnie wydarzenia związane z falą wezbraniową na Wiśle, wywołaną ubiegłotygodniowymi opadami deszczu.
"Wiadomo już teraz, że szybkiej pomocy potrzebuje 119 rodzin na Lubelszczyźnie i 16 z Podkarpacia. W tej chwili trwa szacowanie strat w tych województwach, przez które już przeszła ta fala. Dla poszkodowanych na Podkarpaciu trafiło już 45 tys. zł zasiłków celowych, które wypłacamy tym najbardziej poszkodowanym" - mówił Trzaskowski. Dodał, że z pierwszych sygnałów wynika, że w Małopolsce woda podtopiła aż 600 domów.
"Jeszcze jest za wcześnie, oczywiście, żeby spocząć na laurach i powiedzieć, że już jest wszystko zrobione. Musimy być czujni, bo fala dalej jest na Wiśle, jednak powoli rzeczywiście ta sytuacja krytyczna mija, a my musimy się przygotować do tego, żeby teraz stawić czoła usuwaniu skutków tych podtopień" - podsumował Trzaskowski.
Dwa dni temu Trzaskowski zajmował się jednak zupełnie innymi czynnościami niż "przygotowania do usunięcia skutków podtopień". Razem z Hanną Gronkiewicz-Waltz urządził "ustawkę", polegającą na pływaniu po Wiśle w otoczeniu zamaskowanych komandosów GROM i wojskowego śmigłowca. Na przedwyborczą "pokazówkę" zaproszono oczywiście dziennikarzy. Nikt nie chce powiedzieć, ile kosztowała ta medialna akcja w wykonaniu Trzaskowskiego i Gronkiewicz-Waltz.
Postawą polityków PO oburzony był m.in. były dowódca GROM gen. Roman Polko. W rozmowie z portalem niezalezna.pl powiedział: "GROM nie jest od organizowania wycieczek dla VIP-ów, tylko do działań o określonym stopniu ryzyka. W szczególności do działań o charakterze przeciw terrorystycznym, i to wtedy, gdy są to działania morskie, nie rzeczne. [...] To kontynuacja niechlubnej, PRL-owskiej tradycji robienia z żołnierzy chłopców na posyłki. Jeszcze raz podkreślam z całą mocą: morski zespół bojowy GROM-u nie stacjonuje w Warszawie, tylko nad morzem. Byłoby co najmniej dziwne, gdyby ten zespół morski przekwalifikował się na rzeczną obsługę łodzi do przewozu VIP-ów".