W filmie Roberta Kaczmarka „Niosła go Polska”, w którym Pan występuje, widzimy wzruszające momenty, w których prezydent odznacza bohaterów podziemia. Pada tu zdanie, że ci wielcy, żyjący jeszcze bohaterowie, wreszcie, po wielu latach, przez moment mogli się poczuć, jak u siebie w kraju…
Lech Kaczyński zabiegał o to, by bohaterów trzech konspiracji (wojennej, powojennej i opozycji demokratycznej) odnaleźć i uhonorować. To byli ludzie zapomniani, a niekiedy, jak w wypadku Żołnierzy Niezłomnych, szkalowani nawet po roku 1989. Lech Kaczyński robił wszystko, by tych ludzi odnaleźć i ich uhonorować. Mówił nam, swoim współpracownikom, że musimy się spieszyć, bo ludzie pierwszej i drugiej konspiracji, którzy przechodzili obozy koncentracyjne, łagry, ubeckie katownie, byli starsi i często schorowani. Teraz wiemy, że powinniśmy byli wtedy się spieszyć również dlatego, że niebawem zabrakło tej osoby, która odznaczała ich szarfami orderowymi i przypinała im wysokie odznaczenia państwowe.
Prezydent pokazał, że wizję Polski trzeba mieć w sercu, a nie w programie wyborczym i wtedy polityka może być piękna… Bardzo trudno jest mówić o nim, nie używając górnolotnych słów.
On bardzo nie lubił górnolotnych słów i sam ich nie używał. Na przykład nie lubił, jak ktoś jego politykę zagraniczną nazywał – polityką jagiellońską. Mówił o niej, że to jego polityka południowo-wschodnia. Nie lubił używać podniosłych słów. Dobrze by było, żebyśmy mówiąc o nim, w takie wysokie c nie wpadali (śmiech).
Ale przyzna Pan, że to niezwykle trudne!
Wiem, bo on był po prostu prawdziwym mężem stanu. Trudno o takich osobach mówić, nie używając podniosłego tonu. Pamiętajmy, że był bardzo skromnym człowiekiem. Lubił ludzi, troszczył się o nich, przejmował się ich sprawami osobistymi, rodzinnymi. Wypytywał swoich współpracowników o zdrowie, dzieci. Kiedy miewaliśmy kłopoty, zawsze starał się pomóc. Bardzo mi go brakuje. W naszej przyjaźni to on więcej mi dawał, niż otrzymywał ode mnie.