– Ja osobiście, kiedy przesłuchiwałam w prokuraturze te stenogramy, słyszałam różne szmery, różne wypowiedzi. Słyszałam nawet, że ktoś mówi, że wybiera numer 48, co świadczy, że dzwoni do Polski. To na pewno były odgłosy z salonki, z korytarza, z toalety. Po prostu mikrofony były bardzo czułe i zbierały głosy pasażerów, którzy byli poza kokpitem. Tam nie było wideokamery. I niech pan Lasek nie opowiada tych wszystkich bzdur, bo to oni mogą zasiąść, siąść czy usiąść, ale przed prokuratorami albo na ławie oskarżonych, jeżeli będą dalej insynuować takie brednie dotyczące mojego męża. Mój mąż nigdy nie wszedłby do kokpitu podczas lądowania, był tylko jednym z pasażerów tego lotu – powiedziała w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem Ewa Błasik.
10 kwietnia 2010 roku w katastrofie rządowego TU-154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób. Wśród nich był generał Andrzej Błasik. Prokuratura wojskowa poinformowała 20 marca, że zarówno gen. Andrzej Błasik, jak i pozostałe osoby objęte badaniem, byli trzeźwi w chwili zgonu. W ten sposób ohydne kłamstwa na temat generała, które były przez cztery lata powtarzane przez mainstreamowe media zostały obalone.