- Zapewniam, że nikt nie rozważa wysłania na Ukrainę wojska – mówi nam Bukowski. - To na pewno możemy wykluczyć. Niezależnie, czy mówimy o USA, Rosji, czy innym państwie, wysłanie wojska na wojnę domową byłoby kompletnym samobójstwem i skończyłoby się wielką tragedią. We wszystkich państwach politycy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wprowadzanie wojska do 50-milionowego państwa, jakim jest Ukraina i próba jego okupacji, to jak wysyłanie oddziałów na pewną śmierć. Nikt tego nie zrobi. Jeśli chodzi o Rosję, to trzeba podkreślić, że Putin nie ma odpowiednio wyćwiczonej i przygotowanej do takiej operacji armii. Armia rosyjska jest dopiero w fazie transformacji i nie jest w ogóle gotowa na takie działania. Zdatne do walki jest jedynie 10 brygad, które nie są w stanie na większą skalę zagrozić nikomu na Ukrainie. Do tego dochodzi jeszcze to, iż Rosjanie są zbyt mocno związani z Ukraińcami, m.in. więziami rodzinnymi - przypomina przedstawiciel antysowieckiej opozycji.
Natomiast, w opinii Bukowskiego, bunt Ukraińców wcześniej czy później zmotywuje do protestów mieszkańców Rosji. - Pozycja Putina w Rosji nie jest już tak mocna i stabilna. Wygrana Ukraińców z Janukowyczem jest bardzo mocnym, pozytywnym sygnałem dla Rosjan, ale jednocześnie wyraźnym ostrzeżeniem dla Kremla. Pokazuje bowiem zwykłym Rosjanom, że władzę można obalić.
Czy tak się stanie? W piątek przed sąd Rejonowy w Moskwie wesprzeć rosyjskich opozycjonistów, uznanych za winnych użycia siły przeciwko funkcjonariuszom policji podczas antykremlowskich protestów 6 maja 2012 r., przyszło ponad tysiąc osób. Zebrani skandowali – „Putin to złodziej!”, „Rosja bez Putina”, „Nie dyktaturze”, „Wolności!”. Jednak po raz pierwszy publicznie pojawił się również motyw z kijowskiego Majdanu.
„Do OMON-u, który pod sądem aresztował ludzi zamiast „faszyści!”, jak to było zwykle, zebrani krzyczeli „Berkut!”” - napisała na Twitterze korespondentka „Nowej Gazety” Natalia Zołotowa. Jak wiadomo z relacji wykrzykiwano również „Bandę heć!” („Bandę won!” - z ukraińskiego).