Apelację składał sam oskarżony (zgadza się na podawanie w mediach jego danych i prezentowanie wizerunku) oraz jego obrońca. Domagali się uniewinnienia, ewentualnie uchylenia wyroku. Powoływali się m.in. właśnie na brak spełnienia tzw. warunku podwójnej karalności, bo w ich ocenie przestępstwa zarzucane Żukowcowi już się przedawniły na Białorusi (a zgodnie z nim, warunkiem odpowiedzialności przed sądem polskim jest uznanie czynu za przestępstwo również w miejscu jego popełnienia – przyp. red.).
W 2001 r. Żukowiec został zatrzymany w Białymstoku, bo na Białorusi był poszukiwany listem gończym. Białostocki sąd apelacyjny uznał jednak wydanie go Białorusi - ze względu na jego związki z tamtejszą opozycją - za prawnie niedopuszczalne, oceniając, że nie ma tam szans na uczciwy proces. W tej sytuacji białoruskie organy ścigania nadesłały materiały do Polski, a śledztwo prowadziła i akt oskarżenia do sądu skierowała Prokuratura Okręgowa w Białymstoku.
W kwietniu ub.r., po 12 latach procesu Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał Żukawca na trzy lata więzienia i 15 tys. zł grzywny za... „oszustwa bankowe popełnione na Białorusi”.
Żukawiec oraz jego obrońcy (wśród nich politycy, działacze społeczni, obrońcy praw człowieka z Białorusi, Ukrainy i Polski) wielokrotnie zwracali uwagę na fałszowanie dowodów w jego sprawie przez białoruskie władze. Za najbardziej bulwersujące skazany uznał fakt, że wyrok wydano m.in. na podstawie dowodów dostarczonych przez białoruski system sprawiedliwości.
Zbieraniem dowodów po stronie białoruskiej zajmowała się sędzia Natalia Pykina, która z powodu wyroków wydanych na białoruskich opozycjonistów ma zakaz wjazdu na terytorium UE.