- Sylwestrowy hałas może mieć natężenie nawet 160 decybeli, a przecież słuch np. psów jest o wiele wrażliwszy niż ludzki. Trudno się dziwić, że bardzo często bywają one skrajnie przerażone – przekonuje Stowarzyszenie Empatia, inicjator akcji „Nie strzelam w Sylwestra!” i podkreślają, że coraz częściej zdarza się, iż w efekcie hałasu sylwestrowego ptaki rozbijają się o fasady domów, a inne zwierzęta umierają na zawał lub w panice wpadają pod samochody.
Tymczasem już na kilka dni przed sylwestrem dwie osoby we Włoszech przeszły amputacje kończyn w rezultacie eksplozji petard, a w całym kraju nasilają się apele do władz poszczególnych miast, by wprowadziły stanowczy zakaz odpalania rac i fajerwerków.
Z apelem wystąpiła między innymi organizacja obrony praw konsumentów Codacons używając argumentu, którego wcześniej nie podnosiła w prowadzonej od lat batalii przeciwko petardom - zagrożenia dla środowiska naturalnego i tym samym zdrowia ludzi. Według organizacji Codacons fajerwerki powodują niebezpieczne dla zdrowia stężenie toksycznych substancji w powietrzu. W rezultacie 1 stycznia, po nocy eksplozji, poziom szkodliwych pyłów we włoskich miastach znacznie przekracza dopuszczalne normy. To zaś oznacza ryzyko poważnych problemów układu oddechowego, zwłaszcza u dzieci. Codacons przekonuje, że petardy tak samo szkodzą jak smog w wielkich miastach. To, jak podkreślono, dodatkowy powód, by ich zakazać.
- Tu nie chodzi tylko o prymitywny i niebezpieczny zwyczaj, powodujący co roku rany, także ciężkie, u setek osób, ale to również pseudomoda, która abstrahując od tych wypadków, stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia, zwłaszcza dzieci, osób starszych i zwierząt - oświadczył Francesco Tanasi z Codacons.