Rosyjska ambasada oszacowała na ponad 10 tys. dolarów straty, jakie rzekomo poniosła 11 listopada, kiedy podczas Marszu Niepodległości teren placówki został obrzucony racami, petardami i kamieniami. Polskie MSZ otrzymało od ambasady notę ws. strat, którą następnie przekazało do stołecznego Urzędu Miasta. Ratusz odpowiedział na notę informując, że pokrycie strat nie jest zadaniem gminy.
- W trybie roboczym MSZ i ambasada Federacji Rosyjskiej w Warszawie ustalają kwestie związane z wypłatą odszkodowania w związku ze stratami, które powstały w wyniku przebiegu marszu 11 listopada - powiedział Wojciechowski.
Podkreślił, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego doszło do naruszenia Konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych.
- W takim przypadku państwo odpowiada za dopuszczenie do sytuacji, że osoby fizyczne naruszają nietykalność misji dyplomatycznej - zaznaczył rzecznik MSZ.
Jak dodał, Konwencja wiedeńska przewiduje też, że, jeśli to możliwe, powinno przywrócić się stan sprzed zniszczeń, a jeżeli nie można tego uczynić, wypłaca się odszkodowanie.
- Chodzi o samą realną wartość szkody, bez żadnych odsetek, kar - zastrzegł rzecznik.
- MSZ jest tylko pośrednikiem w tej sprawie, ze względu na to, że jesteśmy organem uprawnionym do kontaktowania się z placówkami dyplomatycznymi. To będą środki z budżetu państwa, z rezerwy budżetowej wydzielone przez Radę Ministrów - dodał.