Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jestem z pokolenia pomarańczowej rewolucji. Rozmowa z Daną Wynnycką

Sobotni ranek był jednym z najgorszych momentów w moim życiu. Jestem bardzo wzruszona i wdzięczna, że Polacy tak nas podtrzymują na duchu. Kocham Polskę.

Sobotni ranek był jednym z najgorszych momentów w moim życiu. Jestem bardzo wzruszona i wdzięczna, że Polacy tak nas podtrzymują na duchu. Kocham Polskę. To moja druga ojczyzna - mówi Dana Wynnycka, wokalistka polsko-ukraińskiego trio Dagadana, w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie".

Oczy całego świata zwrócone są teraz na Ukrainę. Jak Pani się czuje, obserwując napiętą sytuację w Pani kraju?

Bardzo mi przykro, że nie mogłam być osobiście na Majdanie. Kiedy wszystko się zaczynało półtora tygodnia temu, z zachwytem patrzyłam na nowe pokolenie, które w piękny pokojowy sposób pokazywało swoją postawę. Jestem pokoleniem pomarańczowej rewolucji i w tych studentach teraz widziałam nasze odbicie, byłam z nich dumna! Na swojej stronie na Facebooku zaczęłam na bieżąco informować o sytuacji w moim kraju w języku angielskim, polskim i ukraińskim tak, żeby moi znajomi w różnych zakątkach świata wiedzieli, co się dzieje. Choć w taki sposób chciałam zwrócić uwagę na sytuację w moim cudownym kraju. Wiedziałam w piątek, że raczej nie uda się podpisać umowy z Unią Europejską. Jednak miałam wielką nadzieję, że wydarzy się cud. Sobotni ranek był jednym z najgorszych momentów w moim życiu. Płakałam. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Jak można bić młodych ludzi, w zasadzie dzieci, za ich opinie? Wiem, że płakała cała Ukraina, ale też szykowała się do wielkiej manifestacji. Wczoraj był niesamowity dzień. Blisko milion osób przyjechało na plac Michajłowski. W tej chwili chodzi już nie tylko o umowę z Unią, my chcemy odejścia Janukowycza i jego rządu. Myślałam, że nie poleje się więcej krwi, ale się myliłam. Bardzo mi z tym ciężko. Modlę się o pokojowe i dobre zakończenie.

Wielu Polaków pojechało na Ukrainę. Politycy, dziennikarze, ale i działacze społeczni. Co to dla Pani znaczy?
Jestem tym faktem bardzo wzruszona i wdzięczna, że Polacy tak nas podtrzymują na duchu. Zresztą tak jest od 20 lat – Polacy starają się nam pomóc, są łaskawi i cierpliwi. Dzięki temu też bardzo kocham Polskę, to jest moja druga ojczyzna. Widzę, jakim jesteście ważnym narodem dla Ukraińców. Polska jest naszym bratnim krajem, podobnie jak Gruzja.

Na koncertach zespołu Dagadana, polsko ukraińskiego trio, gracie repertuar polski i ukraiński. Jak ludzie przyjmują utwory inspirowane tradycją źródłową ukraińską?
Bardzo żywiołowo. Wydaje mi się, że w Polsce jest moda na Wschód i na ukraińską kulturę. Polacy są otwarci na naszą muzykę. Ale też wiem, że dla Ukraińców, którzy mieszkają w Polsce, nasze występy są ważne. Pokochali nasz zespół. Kiedy usłyszeli na przykład ukraiński język w radiowej Trójce, bardzo się cieszyli. Zależy nam na tym, by pokazać prawdziwą, dobrą kulturę i opowiedzieć o niej językiem młodego pokolenia. Na nasze koncerty, gdziekolwiek byśmy grali, zawsze przychodzą Ukraińcy.

Jak rozumiem, nie tylko w Polsce. Latem byliście na imponującej światowej trasie koncertowej.
We wszystkich zakątkach świata Ukraińcy przychodzą na nasze koncerty. Latem tego roku podczas półtoramiesięcznej trasy byliśmy w 9 krajach. W Serbii, Czechach, Polsce, Malezji, Chinach, Indonezji, Singapurze. Nasze wielkie tournée skończyło się koncertami w Szwecji i Anglii. Jeszcze przed tym wielkim wyjazdem graliśmy w Brazylii na festiwalu, który trwał dobę i uczestniczyło w nim 9 mln ludzi. Całą dobę na kilku scenach występowali muzycy z całego świata. My wystąpiliśmy o godz. 10 rano i cały plac, mimo wczesnej pory, był zapełniony publiką. W każdym kraju przeżyliśmy wiele pięknych chwil. Graliśmy w dużych salach…

Ale też dla mieszkańców maleńkiej chińskiej wioski…
Tak. Ludzie, którzy w niej mieszkają cały rok, mogą jeść wyłącznie ryż i tylko raz w roku mogą zjeść mięso czy ryby. Gdy jedna z dziennikarek opowiedziała nam o tej wiosce, zamarzyliśmy, by tam pojechać i zagrać dla jej mieszkańców. Jedna kobieta, która stamtąd pochodzi, zrobiła w życiu dużą karierę. Na stare lata postanowiła wrócić na tę wieś i otworzyć tam szkołę muzyczną dla dzieci, tak by one, żyjąc w biedzie i bardzo ciężkich warunkach, mogły z optymizmem spojrzeć na świat. Choć nie jest zawodowym muzykiem, nauczyła je grać na fortepianie, gitarze, skrzypcach. I kiedy te dzieci dowiedziały się, że dla nich zagramy, przygotowały nam dwie piosenki „Kukułeczka kuka” i ukraińską „Rewe ta stogne Dnipr szyrokyj” (tekst Tarasa Szewczenki). Trudno sobie wyobrazić, żeby w wiosce odciętej od cywilizacji, do której nie ma nawet drogi dojazdowej, dzieci przygotowały nam takie niespodzianki. Mieliśmy też okazję grać z muzykami z Chin i Mongolii. Stawiamy sobie za cel poznawanie się bliżej z muzykami krajów, w których gramy. Graliśmy z gwiazdą chińskiej muzyki klasycznej i alternatywnej Songzhao, a nasz wspólny koncert był transmitowany w chińskim radiu. Graliśmy wtedy utwory ukraińskie, polskie, mongolskie i chińskie.

W lutym ukaże się wasza kolejna płyta. Zaskoczycie fanów?
Zdecydowanie tak! Kończymy właśnie pracę nad jej wydaniem. Będzie ona dużą niespodzianką dla tych, którzy nas znają. Nie będzie to już muzyka ludowa w miksie z różnymi stylami, tylko specjalna muzyka do tekstów mało znanego poety Janusza Różewicza. To najstarszy brat z rodziny Różewiczów, podporucznik Armii Krajowej, który w wieku 27 lat został zamordowany przez Niemców. Jak się okazuje, napisał wiele interesujących, bardzo aktualnych dziś wierszy, które przypadkiem trafiły w nasze ręce. Jego poezja od razu zapadła w nasze serca. Nasz producent i tata naszego kontrabasisty, Marcin Pospieszalski, zaproponował, żebyśmy nagrali płytę w Częstochowie. Okazało się wkrótce, że wiersze, powstały dwie ulice od miejsca, w którym teraz nagrywamy. To niezwykły zbieg okoliczności, że 68 lat wcześniej poeta w naszym wieku pisał wiersze, którym my w tym samym geograficznym punkcie dajemy jakby nowe życie. Ta świadomość przyprawia nas o ciarki na ciele. Poczuliśmy też, że to nasza misja, by rozpowszechnić poezję Janusza Różewicza nie tylko w Polsce. Dlatego też dwie piosenki nagrywamy po polsku i po ukraińsku. W tłumaczeniu pomogła mi ukraińska pisarka Sofija Andruchowycz. Docelowo chcemy te teksty przetłumaczyć na wiele języków i koncertować z nimi po świecie.

To niesamowite, że potrzebna nam była ukraińska piosenkarka, żeby Polska odkryła Janusza Różewicza. Nie widzi Pani w tym jakiegoś paradoksu?
Cały czas nawzajem odkrywamy piękne zjawiska w naszych kulturach. To wspaniałe, że możemy odkrywać, czy wręcz korzystać z czyichś skarbów kultury. A to, że polski naród nas wspiera, jest szczególnie ważne. Teraz Ukraina jest w trudnej sytuacji, choć Polska też była bardzo doświadczana… Nasze narody w wielu momentach miały wspólną historię. Ukraina musi być razem z Europą.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane