Po raz pierwszy przywódca centroprawicy wypowiedział się tak jasno na temat swego hipotetycznego ułaskawienia. Uczynił to na cztery dni przed decydującym dla jego politycznej kariery głosowaniem w Senacie nad pozbawieniem go mandatu parlamentarzysty. Wykluczenie z parlamentu osoby prawomocnie skazanej przewiduje ustawa, uchwalona za rządów premiera Mario Montiego w zeszłym roku.
W wystąpieniu na forum młodzieżówki swej reaktywowanej niedawno pierwszej partii Forza Italia 77-letni Berlusconi powiedział: „Niech prezydent nie waha się, niech przekreśli hańbę resocjalizacji”. W ten sposób odniósł się do czekających go konsekwencji wydanego w sierpniu wyroku w sprawie oszustw przy zakupie praw do emisji w należącej do niego telewizji Mediaset.
Z racji swego wieku były szef rządu nie pójdzie do więzienia, lecz trafi na rok pod opiekę służb socjalnych, które będą czuwać nad jego resocjalizacją, zapewne poprzez pracę społeczną.
Przypominając, że już pojawiły się apele, by w ramach pracy społecznej sprzątał ulice, zapytał swych zwolenników: - Uważacie, że powinienem wystawiać się na takie pośmiewisko?.
Były premier nie zwrócił się formalnie do prezydenta z prośbą o ułaskawienie. Po raz pierwszy oświadczył jednoznacznie, że takiej inicjatywy oczekuje ze strony Napolitano. - Mam swą godność i dlatego o to nie proszę- powiedział.
W wystąpieniu Berlusconi wyraził też opinię, że 27 listopada, gdy odbędzie się w Senacie głosowanie nad wygaśnięciem jego mandatu, będzie dniem „zamachu stanu”, którego celem - jak dodał - jest jego eliminacja jako lidera centroprawicy. Podkreślił, że takie próby lewica podejmuje od 20 lat.
- Rzucimy wyzwanie tej lewicy, która nigdy nie wyrzekła się swej historii i ideologii - najbardziej przestępczej i nieludzkiej na świecie - mówił lider Forza Italia.