Sławomir Nowak nie czuje się winnym. Ba. On chyba uważa się za pokrzywdzonego, bo w wygłoszonym oświadczenie była pretensja, że został tak surowo potraktowany przez prokuraturę. A przecież tyle dobrego zrobił...
- Całe swoje życie, często kosztem rodziny, poświęciłem budowaniu lepszej Polski - mówił eks-minister odchodzący z atmosferze skandalu.
Nowak przyznał, że najprawdopodobniej usłyszy prokuratorskie zarzuty.
- W tej sytuacji jako uczciwy obywatel i człowiek honoru pełniący funkcję publiczną, zgodnie ze standardami naszego rządu i premiera Donalda Tuska, natychmiast złożyłem dymisję - stwierdził. Z tymi "standardami" to trochę przesadził, bo po dolnośląskiej aferze i wielu innych, Polacy mają już wyrobioną opinię o Platformie Obywatelskiej.
- Nie zamierzam kryć się za immunitetem poselskim. I zrzeknę się go niezwłocznie - ogłosił też Nowak. Odrobinę spóźniona deklaracja, bo taka decyzja Sejmu wydaje się przesądzona. Zwłaszcza po decyzji Tuska o pozbyciu się go z rządu.
Czy Nowak zrozumiał co się stało i wyraził skruchę? Raczej nie, bo podkreślał, że "sprawa dotyczy jednego zegarka", wytykał błędy innych posłów z wypełnianiem oświadczeń majątkowych, zastrzegł, że jest "całkowicie niewinny". Ma zamiar też poganiać sąd, aby jak najszybciej wydał wyrok.
- Będę prosił sąd, by sprawa znalazła jak najszybszy swój finał - powiedział.
Gdy dziennikarze próbowali zadawać pytania, Sławomir Nowak niemalże wybiegł z sali i nie odpowiedział dlaczego nie wpisał słynnego zegarka do oświadczenia majątkowego.