W rozgrywce która zakończyła się o godz. 21 (godz. 6 polskiego czasu) de Blasio pokonał swego republikańskiego rywala Josepha Lhotę.
Przedstawiając swą wizję nowy włodarz Nowego Jorku mówił, że rezultaty można osiągnąć tylko wspólnym wysiłkiem. Jak zauważył, problemów nie da się rozwiązać z dnia na dzień, ale nowojorczycy wybrali drogę postępu.
O przyszłości wyrażał się z optymizmem. - Jeśli macie serca, odwagę i wiarę, miasto to bardziej niż jakiekolwiek inne na świecie da wam szansę lepszego życia. Przez pokolenia Nowy Jork stwarzał okazje. Wykorzystało to wielu ludzi i tak wciąż być musi - mówił de Blasio.
Część przemówienia polityk wygłosił po hiszpańsku. Komplementował imigrantów, którzy przybywali do miasta bez pieniędzy, ale z wielką nadzieją zakładali interesy.
- De Blasio świetnie prowadził swoją kampanię wyborczą. Jest w tym faktycznie dobry. Miał bardzo atrakcyjne i proste przesłanie, że Nowy Jork jest "Opowieścią o dwóch miastach" (tytuł jednej z powieści Karola Dickensa), a on zasypie tę przepaść. Jest to faktycznie ogromny problem. Czy jednak de Blasio zdoła to zrobić, to inna sprawa – mówił Doug Muzzio, ekspert specjalizujący się m.in. w problematyce wyborczej, komentator telewizyjny, profesor Baruch College na Manhattanie.
Program wyborczy tego polityka, który w trakcie dwumiesięcznej kampanii wyborczej prowadził w sondażach, odzwierciedla jego populistyczne przesłanie. Argumentował, że bogaci mieli już swojego burmistrza, a 46 proc. nowojorczyków, żyjących w biedzie lub w zbliżonych do niej warunkach, też potrzebuje swojego.
Bill de Blasio będzie pierwszym demokratycznym burmistrzem miasta od 20 lat. Przejmie władzę 1 stycznia. Mimo, że nowojorski elektorat sympatyzuje w większości z Partią Demokratyczną, ostatnim włodarzem pochodzącym z tej partii w nowojorskim ratuszu był w latach 1990–1993 jedyny dotychczas na tym stanowisku czarnoskóry polityk David Dinkins.