Rząd zapewnił, że zwróci pieniądze upośledzonym tylko za zakup podręczników przeznaczonych do kształcenia specjalnego. Dopłata dla tych uczniów miała być większa - aż 770 zł, podczas gdy standardowo pomoc ta wynosi 225 zł. Podręczniki muszą być dopuszczone do użytku przez ministra oświaty. Problem polega na tym, że lista takich podręczników nie istnieje.
– Lista takich podręczników przeznaczonych dla uczniów upośledzonych w stopniu umiarkowanym i znacznym nie istnieje – powiedziała w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Małgorzata Chowaniec, wicedyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego (SOSW) w Nowym Targu.
Okazuje się, że problem z podręcznikami zaczął się w 2009 roku, kiedy Krystyna Szumilas i Katarzyna Hall postanowiły zreformować program nauczania w szkołach. Do tamtej pory podręczniki dla dzieci upośledzonych w stopniu umiarkowanym i znacznym istniały. Wystarczyło, że szkoły poprzez kuratora poprosiły o nie i otrzymywały je bezpłatnie.
– Po zmianach programowych nie powstały żadne podręczniki, które można byłoby wykorzystać w pracy z uczniami o umiarkowanym czy znacznym stopniu upośledzenia. Nauczyciele sami przygotowują materiały – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” logopeda z SOSW nr 9 w Warszawie.
MEN w rozesłanym do mediów komunikacie tłumaczy swoje stanowisko. W depeszy czytamy, że „w Rządowym programie pomocy uczniom „Wyprawka szkolna” uwzględniono dopłaty m.in. do kwoty 770 zł – w przypadku korzystania w szkole podstawowej lub gimnazjum wyłącznie z podręczników dopuszczonych do kształcenia specjalnego. Ich wykazy znajdują się na stronach internetowych MEN. Uczeń upośledzony w stopniu umiarkowanym lub znacznym może korzystać z każdego podręcznika z tych list niezależnie od tego, do jakiego rodzaju niepełnosprawności ten podręcznik został dopuszczony.”