Z informacji portalu wynika, że wszystko zorganizował mężczyzna, który był już w Polsce karany za tego typu przestępstwo. Dzwonił z Wielkiej Brytanii. Wcześniej działał m.in. w Niemczech – opowiada jeden z mokotowskich prokuratorów. – Wiemy też, że po telefonie od fałszywego wnuczka do mieszkanki Nowego Jorku zadzwonił także mężczyzna podający się za policjanta. Miał on powiedzieć kobiecie, żeby niczym się nie denerwowała i przelała pieniądze na konto podane przez „wnuczka”, bo wszystko jest pod kontrolą. Oczywiście „policjant” był też oszustem, a chodziło o to, by kobieta w razie nabrania podejrzeń nie poinformowała o tym banku – dodaje śledczy.
Funkcjonariusze z Mokotowa ustalili członków grupy, którzy odbierali pieniądze. Zatrzymali troje członków szajki: 17-letnią Aldonę S., 29-letnią Annę C. oraz 31-letniego Sebastiana S. Znaleziono przy nich ponad 110 tys. zł. Niestety nie wiadomo, czy uda się zatrzymać organizatora oszustwa. – Osoba ta jest ustalona operacyjnie, ale może być kłopot z ustaleniem kto powinien ją ścigać, czy Polska, czy też Wielka Brytania skąd dzwoniono, czy też USA gdzie doszło do oszustwa. Pewne jest, że my będziemy dalej prowadzić swoje śledztwo i jak materiały dowodowe pozwolą wyślemy list gończy za organizatorem przekrętu – mówi mokotowski śledczy.
Policjanci przyznają, że fałszywi wnuczkowie wyszukują już swoje ofiary nie tylko w Polsce, ale coraz częściej za granicą. Do tej pory atakowali głównie w Europie Zachodniej: Niemczech czy Szwajcarii. Teraz przerzucili się za ocean. Ponadto wprowadzają także swoje ofiary w błąd telefonem od rzekomego policjanta. – Za granicą mogą liczyć na znacznie większy łup. A telefon od fałszywego policjanta, daje grupie więcej czasu na wypłacenie pieniędzy i zniknięcie. Niestety liczba tego przestępstwa wciąż rośnie, mimo większej świadomości osób starszych – mówi stołeczny policjant.