Według komórki rządowej pod kierownictwem Macieja Laska zespół parlamentarny powinien zakończyć działalność.
- Myślę, że nie mają takiej siły i nie ma takiej możliwości. Dzięki zespołowi parlamentarnemu prokuratura podjęła wiele wątków, których badanie wcześniej zaniechano. Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej są bardzo wdzięczne zespołowi parlamentarnemu za to, co zrobił. My mamy zaufanie do naukowców zarówno tych z ojczyzny, jak i tych z zagranicy, którzy pracują nad wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Andrzej Melak, brat śp. Stefana Melaka, który zginął 10 kwietnia 2010 r.
- Prokuratura, zespół Laska i Millera opierały się w większości, jeśli nie w całości, na materiałach dostarczonych przez Tatianę Anodinę. Twierdzą oni, że w sprawie katastrofy nie są potrzebne pierwszoplanowe dowody, takie jak wrak samolotu, czarne skrzynki i inne rzeczy techniczne, które można byłoby uzyskać od Rosjan, gdyby się oczywiście twardo postawiło sprawę. Niestety ani Lasek, ani Miller nie wykazywali takich zamiarów, a naczelny prokurator wojskowy Krzysztof Parulski skompromitował się. Absolutnie nie wiedział, co robili jego koledzy. Ci ludzie nie byli świadkami tego, co robili Rosjanie. Dlatego teraz są ataki na zespół Macierewicza. Jest to próba odwrócenia świadomości tych, którzy w początkowym okresie byli oczarowani tym, co mówił Tusk. Teraz ludzie zaczynają odwracać się od rządowej propagandy i od fachowców, z których jeden to specjalista od spraw drogowych, drugi od spadochronów, a inny od odchudzania – dodaje Melak.