- To będzie bitwa - zapowiedział przed meczem kapitan Bułgarów Todor Aleksiew. I nie pomylił się, ale zwycięsko wyszli z niej właśnie oni.
W pierwszym secie Polacy szybko wyszli na pięciopunktowe prowadzenie (10:5). Kolejne bardzo dobre spotkanie rozgrywał Michał Winiarski, który wielokrotnie ratował biało-czerwonych z opresji w obronie, a przede wszystkim w ataku. Decydujące w tej partii, ale i w całym meczu było zatrzymanie lidera bułgarskiej ekipy Cwetana Sokołowa, który miał na tym etapie jedynie... 36 proc. skuteczność. Polacy po zagrywce Michała Ruciaka, który wszedł chwilę wcześniej, wygrali 25:22.
W drugim secie trudno byłoby wskazać lepszą drużynę. Walka trwała od początku punkt za punkt. W końcówce gospodarze błysnęli blokiem i atakiem ze środka. Dobrą pracę w serwisie zrobił znowu Ruciak i gospodarze wygrali 25:22. Ostatni punkt z trudnej piłki zdobył Winiarski.
To zresztą właśnie on przypomniał przed spotkaniem, że przed własną publicznością z Bułgarami przeważnie wygrywali. „Dlaczego miałoby być inaczej tym razem?” - pytał dziennikarzy.
Kolejne dwie partie należały jednak do rywali. Wygrali je 25:20 i 26:24.
Z tie-breaku zwycięsko wyszli Bułgarzy, którzy wykorzystali czwartą piłkę meczową kończąc piątego seta 18:16.
W ćwierćfinale Bułgarów czeka pojedynek z Niemcami. Mecz odbędzie się dziś o 20.00 w gdańskiej Ergo Arenie. Zwycięzca pojedzie do Kopenhagi na Final Four, który po raz pierwszy zostanie rozegrany na stadionie piłkarskim.