W niedzielę minister obrony USA Chuck Hagel ujawnił gotowość amerykańskich sił zbrojnych do podjęcia akcji zbrojnej wobec Syrii, jeśli taką decyzję podejmie prezydent Barack Obama. Tymczasem władze Syrii zgodziły się, by inspektorzy ONZ zbadali tereny pod Damaszkiem, gdzie 21 sierpnia miało dojść do ataku chemicznego z setkami ofiar śmiertelnych. Inspektorzy ONZ mają dziś przystąpić do pracy, jednak według komentatorów coraz bardziej prawdopodobna jest interwencja militarna.
Przed interwencją w Syrii ostrzegł w wywiadzie dla CNN szef syryjskiego MSZ Faisal al-Makdad, który zapowiedział, że jego kraj stawi opór i odeprze każdy atak. W podobnym tonie wypowiada się Baszar el-Asad, zapewniając, że „jeśli Stany Zjednoczone zaatakują, to czeka je porażka”.
- Jeśli Stany Zjednoczone wkroczą na scenę, spowodują śmierć niewinnych ludzi. Poniosą odpowiedzialność. Oceni ich historia i amerykańscy obywatele. Jeśli Stany Zjednoczone chcą cały czas walczyć, proszę bardzo. Ale Syria stawi opór i odeprze każdy atak, każde takie zbrodnicze natarcie. Jak? Tego nie powiem CNN – tłumaczył w wywiadzie dla CNN szef syryjskiego MSZ Faisal al-Makdad.
Pytany o interwencję w Syrii były dowódca jednostki GROM i były zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Roman Polko przyznaje, że głównym zadaniem ewentualnej interwencji w Syrii powinna być ochrona ludności cywilnej i niewinnych ofiar wojny domowej. Jego zdaniem w tej sprawie społeczność międzynarodowa powinna mówić jednym głosem.
- Amerykanie wyznaczyli tzw. „cienką czerwoną linię”, ale teraz zrobił się już z niej dosyć szeroki pas. Myślę, że tam jest jednak potrzebna interwencja, ale Organizacji Narodów Zjednoczonych, po to, żeby chronić przede wszystkim ludność cywilną, żeby nie było niewinnych ofiar tej wojny domowej, która tam ma miejsce. Należy jednak podkreślić, że w tej sprawie społeczność międzynarodowa musi mówić jednym głosem, bo w przeciwnym wypadku znów będą jakieś dziwne przepychanki, a robienie ze Stanów Zjednoczonych takiego jedynego „stróża pokoju na świecie” przestało się społeczeństwu amerykańskiemu podobać – tłumaczy w rozmowie z portalem niezalezna.pl gen. Polko.
Pytany o ewentualny udział polskich żołnierzy, gdyby doszło do operacji w Syrii, gen. Polko stwierdza, że taki scenariusz jest możliwy i podkreśla, że wynika to w dużej mierze ze zobowiązań spoczywających na naszym kraju będącym w strukturach Organizacji Narodów Zjednoczonych i NATO.
- Biorąc pod uwagę to, co powiedział podczas święta prezydent Rzeczypospolitej, mamy zapisane w strategii obronności to, że Wojsko Polskie służy obronie naszych granic, naszego bezpieczeństwa, ale bierze też udział w operacjach pokojowych. Jeżeli weźmiemy udział w tej misji, uważam, że byłby to właściwy kierunek. Przede wszystkim nie byłby to udział przekraczający nasze możliwości. Należy podkreślić, że w tej chwili na misjach poza granicami kraju mamy mniej niż 2 proc wojsk. Jeśli z kolei nie będziemy brać brać udziału w tego typu interwencjach międzynarodowych gdzie nie ma żadnych kontrowersji, to praktycznie sami wykluczymy się z uczestnictwa w szerokim aspekcie bezpieczeństwa międzynarodowego. Przez taką właśnie postawę sami wykluczymy się też ze struktur Organizacji Narodów Zjednoczonych, a nawet NATO. Powinno nam szczególnie zależeć na tym, żeby nasza obecność tam była zauważalna, żebyśmy w społeczności międzynarodowej byli postrzegani jako wiarygodny i silny partner – ocenia w rozmowie z portalem niezalezna.pl gen. Roman Polko.