Jak wynika z ustaleń działaczy Fundacji „Pro – prawo do życia” w przypadku podejrzeń o chorobę lub niepełnosprawność, w majestacie prawa podejmowane są decyzje o aborcji nienarodzonych jeszcze dzieci. Z tego właśnie względu do Sejmu skierowany został projekt ustawy, zakazujący zabijania dzieci chorych.
Przy okazji działacze pro-life zwracają uwagę na coraz bardziej poszerzający się trend aborcyjny, który w niektórych krajach dotyczy już nie tylko nienarodzonych dzieci podejrzewanych o chorobę, lecz także noworodków w pierwszych miesiącach po urodzeniu.
W brytyjskim piśmie medycznym pojawił się nawet artykuł w tej sprawie, którego autorzy przekonują, że poszczególnym noworodkom w zasadzie nie przysługuje „prawo do życia”.
- Status moralny noworodka jest równy temu jaki ma płód, w tym sensie, że obojgu brakuje tych właściwości, które usprawiedliwiałyby przypisywanie jednostce prawo do życia (...) To, co nazywamy aborcją pourodzeniową (zabijaniem noworodka) powinno być dopuszczalne we wszystkich przypadkach, w których dopuszczalna jest aborcja, włączając w to przypadki, gdzie noworodek nie jest niepełnosprawny – głosi fragment artykułu „Aborcja pourodzeniowa. Dlaczego dzieci powinny żyć?” opublikowanego przez Alberto Giubilini i Francescę Minerva, w brytyjskim Journal of Medical Ethics 25 lutego 2012 roku.
Już w 2004 roku Holandia, Wielka Brytania i Belgia ratyfikowały tzw. protokół z Groningen, który pozwala na zabijanie chorych noworodków w majestacie prawa. Twórca protokołu Eduard Verhagen przekonuje nawet, że to lekarz powinien decydować w przypadku „zabiegów eutanazji noworodków”.