Dziennikarka zadzwoniła do szpitali: w Oświęcimiu, Wadowicach, Olkuszu i Chrzanowie. Przedstawiła się jako sekretarka starosty i zapytała, na kiedy może zapisać szefa do kardiologa. Prosiła o jak najszybszy termin.
W jednej z placówek okazało się, że miejsce dla starosty znalazłoby się od razu, w innej wizytę można było nawet dopasować do grafiku starosty!!!
Chwilę później dziennikarka zatelefonowała do tych samych placówek. Przedstawiła się jako przeciętny „Kowalski” i próbowała umówić wizytę dla „schorowanej babci”. Jak się okazuje, dowiedziała się wtedy, że kardiolodzy do końca sierpnia są na urlopie i nie ma żadnej możliwości na wizytę. Pierwszy dostępny termin byłby dopiero w przyszłym roku.
– Bez kolejki przyjmowane są jedynie ściśle określone grupy, jak krwiodawcy, kombatanci, dawcy narządów, w żadnym wypadku starostowie, burmistrzowie czy pracownicy Narodowego Funduszu Zdrowia – próbowała po prowokacji wyjaśniać Aleksandra Kwiecień z małopolskiego oddziału NFZ. - O przyjęciu decyduje stan zdrowia, a nie pozycja społeczna - tłumaczyła.
Jak widać, to tylko teoria, bo praktyka w III RP wygląda zupełnie inaczej.