Jak pisaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl prezydent Bronisław Komorowski odwiedził w niedzielę Łuck i Kisielin na Ukrainie w związku przypadającą w tym roku 70. rocznicą zbrodni wołyńskiej. Gdy Bronisław Komorowski zatrzymał się przed katedrą, by przywitać się z ludźmi, młody człowiek rozbił jajko na jego ramieniu.
- Wyjaśnienie tego incydentu leży po stronie ukraińskich służb porządkowych. Dla pana prezydenta, jak i osób biorących udział w tych uroczystościach, był to czas poświęcony upamiętnieniu ofiar zbrodni wołyńskiej, czas zadumy i modlitwy w duchu prawdy i wzajemnego przebaczenia. I niech tak zostanie, przede wszystkim ze względu na szacunek dla ofiar sprzed siedemdziesięciu lat i ich rodzin, które ze wzruszeniem pielgrzymowały wraz z prezydentem do Łucka i Kisielina – oświadczyła szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek.
Sam Bronisław Komorowski pytany przez dziennikarzy o incydent z jajkiem odparł, że nie ma czego komentować. - Też słyszałem, że podobno coś takiego miało miejsce – skwitował.
Nic do zarzucenia nie ma sobie także Biuro Ochrony Rządu. Próbowaliśmy dowiedzieć się czy BOR planuje wszcząć jakieś postępowanie wobec ochraniających prezydenta funkcjonariuszy, jednak w rozmowie z naszym reporterem biuro prasowe BOR podtrzymało wersję Kancelarii Premiera, że wyjaśnienie incydentu leży po stronie ukraińskich służb, a strona polska nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. Co ciekawe polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zapowiada, że czeka na szczegółowe wyjaśnienia BOR. Jeszcze dziś szczegółowy raport w tej sprawie ma trafić do nadzorującego BOR wiceszefa MSW Marcina Jabłońskiego.
Były szef BOR płk. Andrzej Pawlikowski, w rozmowie z portalem niezalezna.pl ostro krytykuje postawę BOR, a wydarzenia na Ukrainie określa mianem „kompromitacji”.
- Z przykrością muszę stwierdzić, że Biuro Ochrony Rządu skompromitowało się. Jest to już kolejna wpadka, która miała miejsce w BOR. Uważam, że do takiej sytuacji nie powinno dojść w żadnym wypadku. Funkcjonariusze są przygotowywani i szkoleni, by nie dopuścić do podobnych sytuacji. Widać, że zawiódł system szkolenia i funkcjonowania biura. Te zaniechania i wpadki zauważam już od 2008 roku, od momentu kiedy mój następca generał Janicki przejął BOR. Analizując cały cykl funkcjonowania biura, można było zauważyć że coś niedobrego zaczyna się dziać, czego skutkiem są ostatnie sytuacje i tragiczne wydarzenia z kwietnia 2010 roku, gdzie zginął prezydent i osoby jemu towarzyszące. Biuro ochrony rządu wymaga radykalnych zmian, zmiany kierownictwa przede wszystkim. Nie mówię, że po wczorajszym incydencie powinien być do wymiany szef BOR, ale powinny być pociągnięte konsekwencje personalne w stosunku do podwładnych szefa biura, do osób które odpowiadały za szkolenia z działań ochronnych - tłumaczy w rozmowie z portalem niezalezna.pl płk. Andrzej Pawlikowski.
Zobacz jak BOR ochrania Bronisława Komorowskiego
