Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

„Folwarczne zarządzanie” - rozmowa z aktorem Redbadem Klijnstrą

Władza wie, że teatry w Polsce mogą być niebezpieczne, dlatego dyrektorzy są pod ścisłą kontrolą władz. Nie mogłem tego zrozumieć. W Holandii działałem tylko w obszarze artystycznym. W Polsce wszystko jest powiązane z polityką. To patologia wynikając

Władza wie, że teatry w Polsce mogą być niebezpieczne, dlatego dyrektorzy są pod ścisłą kontrolą władz. Nie mogłem tego zrozumieć. W Holandii działałem tylko w obszarze artystycznym. W Polsce wszystko jest powiązane z polityką. To patologia wynikająca z tego, że ten system jest niezreformowany – mówi aktorem Redbad Klijnstra w rozmowie z Janem Pospieszalskim.

„Straciliśmy płynność finansową. W zeszłym miesiącu zostały wstrzymane wypłaty dla zespołu. Teatr Rozmaitości powoli obumiera” – powiedział PAP owi Grzegorz Jarzyna. Czy faktycznie sytuacja jest tak dramatyczna, że uzasadnione są tak desperackie ruchy?
Jego wypowiedź nie bierze się znikąd. Jarzyna wielokrotnie powtarzał, że trzeba usunąć kłody, które rzuca się artystom pod nogi, i trzeba zreformować niewydolny i nieprzystający do dzisiejszych czasów system, pochodzący żywcem z PRL u. O ile wiem, dziś dyrektorzy teatrów nie mają warunków do pracy. Nie mogą planować. Nie można zawierać kontraktów z zagranicznymi artystami, bo teatr nigdy nie wie, ile pieniędzy dostanie, nawet jak ma już od władz miasta obiecaną kwotę. Miasto w każdym momencie może powiedzieć: a jednak nie mamy pieniędzy. Jeżeli ktoś w odpowiedzialny sposób chce prowadzić jednostkę kultury i sztuki, to jest skazany na bycie petentem. Jarzyna jako artysta, który rozsławia Warszawę i Polskę na świecie, musi prosić o pieniądze i znosić poniżanie przez miejskich urzędników. Odkąd Hanna Gronkiewicz-Waltz rządzi, artyści, kultura i sztuka traktowane są jak piąte koło u wozu.

Jaka jest sytuacja w tej chwili?
Z tego, co wiem, Teatr Rozmaitości i Teatr Nowy nie dostały na projekty w tym sezonie żadnych pieniędzy. Ostatnia premiera Jarzyny była robiona za pieniądze niemieckie we współpracy z berlińskim teatrem. Premiera „Kabaretu warszawskiego” Krzysztofa Warlikowskiego została sfinansowana przez Francuzów. Robią to, bo wiedzą, że jeżeli zamknie się teatr, to rozpada się całe DNA, które przez 20 lat było robione. To, że Teatr Rozmaitości stracił płynność, jest bezpośrednim wynikiem tego, że pieniądze zostały zabrane teatrom przed Euro 2012 i wpompowane w Stadion Narodowy.

Przez takie zarządzanie wielu artystów wyjechało za granicę. A w kraju najlepsi są karani za sukces obcinaniem pieniędzy.
Warlikowski mógłby zarabiać krocie, jeżdżąc po świecie i reżyserując opery. To, że jemu chce się prowadzić teatr w takich poniżających warunkach i znosić dyletanctwo, to jego dobra wola. Choć on tak tego nie określi, to rodzaj patriotyzmu. Znosi tę sytuację w kraju, bo uwielbia polskich aktorów i polską publiczność. Polska jest fenomenem. Warlikowski mówi, że publiczność nigdzie tak żywo nie reaguje jak w Polsce. Mało tego, to w Polsce właśnie jest największa w Europie frekwencja ludzi, którzy chodzą do teatru. I artyści, którzy stąd wyjechali, mają poczucie zażenowania. Kiedyś polską elitę wymordowano, dziś zmusza się ją do opuszczania kraju.

„Kabaret warszawski” zapowiada się jako sensacja. Słyszałem o nerwowej sytuacji w związku z przestrzenią, w której mieliście grać.
Premierę zaplanowaliśmy w miejscu, w którym jeszcze parę miesięcy temu remontowano śmieciarki MPO. Zresztą na marginesie – miasto łaskawie wyprowadziło śmieciarki. W tej chwili cały czas mieszkają tam gołębie, które robią nam na głowę, w nocy chodzą szczury, dach przecieka. Kurz jest taki, że mamy problemy z oddychaniem. Nawet najprostsze roboty nie są zrobione, bo miasto nie chce ponosić żadnych konsekwencji swoich decyzji. Moi koledzy do tego się przyzwyczaili, natomiast ja po przyjeździe z Holandii po wielu latach byłem zaskoczony, w jakich warunkach trzeba tu pracować.

Artyści alarmują. Mówią o korupcji.
Wydaje się, że kultura jest niemierzalna, ale wystarczy spojrzeć, ile pieniędzy jest przeznaczanych w budżecie państwa na kulturę, ale ile realnie trafia do właściwych instytucji. Gdzieś te pieniądze po drodze znikają. To duży obszar dla NIK u i CBA. Nie ma przejrzystych konkursów. Nie ma uzasadnień komisji, dlaczego wybrano kogoś na stanowisko dyrektora. Władza wie, że teatry w Polsce mogą być niebezpieczne, dlatego dyrektorzy są pod ścisłą kontrolą władz. Nie mogłem tego zrozumieć. W Holandii działałem tylko w obszarze artystycznym. W Polsce wszystko jest powiązane z polityką. To patologia wynikająca z tego, że ten system jest niezreformowany. Za to mamy folwarczne zarządzanie czymś, co powinno należeć do ludzi.

Cały wywiad ukazał się w czwartkowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"
 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane