Sejmowa komisja finansów publicznych zgodziła się dziś, aby przesunąć prawie 100 mln zł w planie finansowym Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na wydatki związane ze szczytem klimatycznym, który ma się odbyć w tym roku w Warszawie. O zmianę w planie wystąpiło Ministerstwo Środowiska.
Beata Szydło z PiS pytała o korzyści, które Polska będzie mieć z organizacji imprezy. - Czy nie ma refleksji w rządzie, żeby jednak zastanowić się, czy nam jest koniecznie potrzebna organizacja tej imprezy akurat w tej chwili?
Dodała, że jej klub jest przeciw zmianie w planie finansowym Funduszu. - Uważamy, że Polski nie stać w tej chwili na organizowanie takich imprez - powiedziała. Zaznaczyła, że Stadion Narodowy (gdzie ma być konferencja) nie ma szczęścia do organizacji drogich imprez, w związku z tym może się okazać, że koszty te będą jeszcze wyższe.
Protest przedstawicieli PiS był jednak bezskuteczny, choć nawet przewodniczący komisji Dariusz Rosati z PO pytał, czy rząd, podejmując decyzję o organizacji szczytu, miał świadomość skali kosztów z tym związanych.
Co na to obecna na posiedzeniu komisji wiceminister środowiska Beata Jaczewska? Stwierdziła, że organizacja konferencji w Warszawie wynika z... możliwości wpływu Polski na kształt globalnego porozumienia klimatycznego.
Przypomnijmy, że nie ma żadnych dowodów, że na zmiany klimatu wpływa działalność człowieka, a najnowsze badania Centrum Badań Klimatycznych na Alasce pokazują, że od początku XXI w. temperatury w pokrytych śniegiem rejonach Alaski spadły. Rekord zimna padł też w ubiegłym roku w Moskwie. Temperatura w stolicy Rosji spadła do -23 stopni -takich mrozów nie było tam od 75 lat.