Zakup Dreamlinerów miały być ratunkiem dla polskiego przewoźnika będącego w fatalnej sytuacji finansowej - niektóre stacje telewizyjne poświęciły jego przylotowi nawet specjalne programy. A stały się dla LOT-u kłopotliwą i bardzo kosztowną zabawką, z której kpią pasażerowie. Od początku bowiem mają problemy z usterkami. Najpierw z podwoziem, później nieszczelność kabiny spowodowana wadą uszczelki drzwi, a drugi nowo dostarczony egzemplarz od razu został "uziemiony". 5 stycznia 2013 w rejsie do Frankfurtu lot nr L0379 z powodu usterki, przed boardingiem, zamieniono niesprawnego Dreamlinera na drugiego bez defektu. 11 stycznia 2013 samolot, który miał odlecieć z pasażerami do Budapesztu został zawrócony z pasa startowego z powodu awarii.
Poseł Jerzy Polaczek zainteresował się kosztem obsługi Dreamlinerów i zapytał o nie ministra skarbu. Mikołaj Budzanowski zdążył odpowiedzieć zanim został wyrzucony z rządu. Portal niezalezna.pl dotarła do tego pisma, a jego treści jednoznacznie wynika, że Dreamlinery stały się nie tylko marketingowym problemem, ale również sporo kosztującym.
"W obsłudze samolotów B787 należących do PLL LOT S.A. bierze udział wiele podmiotów zagranicznych, w tym m.in.: Rolls-Royce (obsługa silników), MAEL (obsługa liniowa), AFI-KLM (obsługa komponentów), Hamilton Sandstrand (obsługa pomoczniczego zespołu napędowego), Goodrich Aircraft Wheela and Brakes (obsługa hamulców), Bgidgestone (obsługa opon), Koszty usług przywołanych firm wyniosły łącznie w okresie od 1 grudnia 2012 roku do 31 stycznia 2013 roku 4 434 332 PLN" - czytamy w odpowiedzi na interpretację posła Polaczka.
"Żaden z hangarów na lotnisku Warszawa-Okęcie nie ma wymaganej odpowiedniej powierzchni dla samolotu Boeing 787" - można się również dowiedzieć. To już zakrawa na kpinę. Nikt nie zmierzył hangarów przed kupnem Dreamlinerów? Nic dziwnego, że LOT ma kłopoty.