We wczorajszej rozmowie z radiem RMF FM prokurator Andrzej Seremet stwierdził, że wyniki analiz próbek pobranych w Smoleńsku poznamy "za kilka miesięcy". "Termin ogłaszany w momencie, kiedy biegli przystępowali do tych prac, określany był na 6 miesięcy" - przyznał jednocześnie. Oznacza to, że wyniki miały być znane już w tym miesiącu. Niestety, z jakichś względów o rezultatach prac biegłych dowiemy się nie wcześniej niż w lipcu. "Myślę, że możemy lokować nasze oczekiwania w okresie miesięcy letnich" - powiedział Seremet.
Przypomnijmy, że w marcu 2013 r. Stanisław Zagrodzki, krewny śp. Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, opublikował wyniki laboratoryjnych badań pasa bezpieczeństwa z Tu-154, przeprowadzonych w USA. Analiza prowadzona była pod kątem obecności substancji wybuchowych, gdyż wcześniejsze badanie detektorem wykazało, że na pasie znajdował się trotyl. Co mówią ostateczne rezultaty badań?
„Wynika z nich, że na pasie, którym była przypięta pani Bąkowska, mogą być ślady DNT, związku będącego wynikiem rozkładu TNT. Byłoby to potwierdzenie tego, że na pokładzie TU-154 doszło do eksplozji materiału wybuchowego. Kompromituje to wszystkie osoby, które broniły dotąd rosyjskiej wersji katastrofy, i być może zmusi je wkrótce do wygłaszania karkołomnych tez, że na szczątkach wraku znalazł się trotyl z I wojny światowej albo z poligonu, ulokowanego rzekomo przy lotnisku w Smoleńsku. Stąd tak brutalna i dezawuująca prokuraturę wojskową reakcja Rosjan, którzy przestraszyli się, że nie panuje ona nad sytuacja i chcą ją «przywołać do porządku»” - powiedział „Gazecie Polskiej” Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej.
Analogicznych analiz – tyle że dotyczących próbek z wraku tupolewa pobranych w Smoleńsku jesienią ub.r. – dokonują od grudnia 2012 r. polscy biegli. Jak ujawniła „Gazeta Polska”, w pierwszych przebadanych próbkach stwierdzono obecność śladów trotylu. Czyżby dlatego przełożono zakończenie badań aż do lipca lub sierpnia?
Wcześniej polscy biegli w Smoleńsku, posługując się detektorami, zbadali fragmenty wraku, a używane przez nich urządzenia wykazały, że na szczątkach Tu-154 znajduje się ten właśnie związek organiczny. Sensacyjne wyniki badań detektorami potwierdziły to, co mówili od dłuższego czasu eksperci współpracujący z zespołem parlamentarnym pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Dr Grzegorz Szuladziński, który przygotował nawet osobny raport dotyczący hipotezy eksplozji, powiedział nam: „Za wybuchem przemawia m.in. duża liczba odłamków, czyli kilkucentymetrowych kawałków wraku, jakie odnaleziono na miejscu katastrofy. To typowy skutek działania materiałów wybuchowych. Obecności odłamków w tak ogromnej liczbie nie da się inaczej wytłumaczyć, chyba że uderzeniem w sztywną przeszkodę z wielką prędkością. W tym wypadku nie było jednak ani żadnej sztywnej przeszkody, ani wystarczająco dużej prędkości, bo samolot leciał ok. 270 km/h”.