Na początku stycznia 2013 r. minister skarbu Mikołaj Budzanowski ocenił, że decyzja Rady Giełdy o zawieszeniu prezesa Ludwika Sobolewskiego była słuszna. Minister powiedział, że po publikacji „Pulsu Biznesu”, w której pojawiły się informacje, że prezes GPW był zaangażowany w zbieranie funduszy dla produkcji filmowej, w której miała zagrać jego partnerka życiowa, poprosił o przeprowadzenie precyzyjnego audytu. Sobolewski w oświadczeniu zapewniał, że giełda nie uczestniczyła w finansowym wsparciu opisywanego w mediach projektu filmowego, a on sam nie naruszył zasad etyki zawodowej.
- Zarzut zbierania pieniędzy na film to dęta rzecz, szukanie pretekstu. Nie byłem specjalnym fanem Ludwika Sobolewskiego, ale muszę przyznać, że prowadził giełdę twardą ręką, dzięki czemu była wystarczająco silna. Być może ktoś z jego podwładnych zrobił zły krok, ale to nie powód aby odsuwać pod takim pretekstem szefa GPW. W mediach głośno było o tym, że rzeczywistym powodem odejścia Sobolewskiego był jego spór z biurami maklerskimi, ale minister skarbu Mikołaj Budzanowski nigdy się do tej sprawy nie ustosunkował, tylko na podstawie wątpliwych zarzutów doprowadził do dymisji prezesa giełdy. Nie podobała mi się atmosfera nagonki na Sobolewskiego. Takie działania wobec zasłużonego dla GPW człowieka pokazują złe intencje władzy - tłumaczy poseł Zbigniew Kuźmiuk.