KRRiT nie spodobało się to, że redemptorysta skrytykował zasady drugiego konkursu na multipleks cyfrowy. Ojciec Rydzyk ostro skrytykował decyzje KRRiT ws. Konkursu na multipleks cyfrowy i wyraził obawy, że celem działań organów państwowych jest pozbawienie Telewizji Trwam możliwości nadawania na multipleksie. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” duchowny zapewnia, że nie odwoła swoich słów.
- Ja niczego nie odwołuję, przecież nikogo personalnie nie obrażałem, natomiast mówiłem o faktach, o tym, co nas niepokoi w procesie przydzielania miejsc na cyfrowym multipleksie. Nawet jak nas krzywdzą, to mówię o konkretnych uczynkach, a nie o ludziach. W demokratycznym kraju można mieć inne zdanie niż rządzący, możemy się z nimi nie zgadzać, krytykować ich poczynania, to jest jak najbardziej normalne. Możemy pytać, czy władza ma w danej sprawie rację, i to nie jest szkalowanie – tłumaczy o. Tadeusz Rydzyk w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Ojciec Rydzyk podkreśla, że to organy państwowe, w tym KRRiT powinny służyć ludziom, a obywatele mają prawo patrzeć im na ręce i wypowiadać swoje opinie. Według dyrektora „Radia Maryja”, sytuacją nie do przyjęcia jest to, że media są rozdawanie przez władzę tylko „nielicznym, którzy tej władzy odpowiadają”. Według o. Tadeusza Rydzyka obecne praktyki obozu władzy przypominają czasy komunizmu.
- Informacje, jakie do mnie docierają, przekazywane przez ludzi często w głębokim zaufaniu, są bardzo niepokojące. Mam wrażenie, jakbyśmy się cofnęli do epoki komunizmu. (...)Wraca duch tamtych czasów, gdy władzy przeszkadzał Kościół, jego zaangażowanie w sprawy ewangelizacyjne i realizację społecznej nauki Kościoła. Odczułem na własnej skórze, jak to wyglądało. Byłem nieraz przesłuchiwany, np. za to, że zorganizowałem dla ministrantów wycieczkę rowerową poza miasto. Dochodziło do zastraszania, szantażowania. Takie to były czasy, że władze starały się ludzi złamać. Teraz cele są te same, choć próbuje się je osiągać innymi metodami. Dlatego straszy się nas choćby podjęciem kroków prawnych. Za to, że wzywamy drugą stronę do podjęcia dialogu na argumenty. Mamy prawo taką debatę prowadzić również za pośrednictwem mediów, gdy widzimy, że dzieje się niesprawiedliwość. Tymczasem zamiast podjęcia tego dialogu padają wobec nas żądania przeprosin. Czyli ci, którzy są dyskryminowani, mają jeszcze przepraszać. Takie postępowanie to nic innego, jak próba kneblowania nam ust, i to właśnie przypomina system totalitarny - mówi o. Rydzyk w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.