Pod koniec lipca zaczęła obowiązywać podpisana w ekspresowym tempie w 2011 r. w Moskwie przez Radosława Sikorskiego i Siergieja Ławrowa, później przeforsowana w Sejmie głosami posłów Platformy Obywatelskiej, a na koniec ratyfikowana przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, umowa o małym ruchu granicznym. Dzięki niej mieszkańcy rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego już nie potrzebują wiz, aby wjechać do Polski.
Wprawdzie minęło niewiele czasu i nie ma jeszcze dokładnych danych dotyczących skutków tej zmiany, ale są pierwsze obserwacje, które trudno uznać za sukces pomysłodawców otwarcia granicy. Tak jak przewidywano, wzmożony jest ruch na wszystkich przejściach w tamtym rejonie. Jak podaje Straż Graniczna w okresie sierpień-październik 2012 r. granicę z Federacją Rosyjską przekroczyło 1,192 mln osób (nie tylko w ramach małego ruchu granicznego). Proporcje między Polakami a cudzoziemcami rozłożone są niemal po połowie. Gdy się porówna z liczbami z tego samego okresu 2011 r., to różnica jest bardzo istotna.
– Procentowo ruch osób na granicy polsko-rosyjskiej wzrósł o 74,2 proc. – przyznaje chorąży Agnieszka Golias, rzecznik komendanta głównego Straży Granicznej, a jej koleżanka z warmińsko-mazurskiej SG porucznik Justyna Szubstarska dodaje, że liczby dotyczące małego ruchu granicznego (mrg) mogą obecnie być zaniżone. Wiele osób jeździ bowiem jeszcze na podstawie wiz ważnych do końca roku.
Z kolei Ryszard Chudy z Izby Celnej w Olsztynie przyznaje, że z małego ruchu granicznego korzystają głównie Polacy, jeżdżąc po paliwo i papierosy. Za wschodnią granicą litr benzyny kosztuje bowiem około dolara, a paczkę najpopularniejszych papierosów można kupić już za niespełna…. półtora złotego!!!
– Łatwo policzyć, ile dzięki tym wyjazdom się zaoszczędza. Nic dziwnego, że na przejściach obserwujemy wzmożony ruch – mówi „Codziennej” Ryszard Chudy, który zapewnia, że pomimo ułatwień przy przekraczaniu granicy przemytnicy nie mają łatwego życia. – Chociaż nadal tacy się zdarzają – dodaje.
Z przejść granicznych do Olsztyna jest ponad 80 km, ale Rosjanie licznie pojawiają się w stolicy Warmii i Mazur. Jarosław Lipiński, zastępca komendanta tamtejszej Straży Miejskiej, twierdzi, że nie ma negatywnych skutków otwarcia dla nich granicy.
– Wręcz przeciwnie. Właściciele sklepów w galeriach i ludzie działający w gastronomii muszą być zadowoleni, bo goście przyjeżdżają całymi rodzinami. Bardziej na weekendowe zakupy niż na handel – tłumaczy. – Minął czas, gdy na bazarach Rosjanie nielegalnie handlowali. Nie ma też incydentów z udziałem cudzoziemców, którzy za dużo wypili – w rozmowie z „Codzienną” komendant Lipiński nie ukrywa, że jest zwolennikiem nowego rozwiązania.
Zdecydowanie więcej powodów do niepokoju widzi Antoni Górski, prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości, który obawia się napływu pracowników mogących odebrać zajęcie Polakom, a to jest tym bardziej niepokojące, że bezrobocie w województwie przekracza 20 proc.
– Poza tym należy się spodziewać, że z kolejnymi miesiącami liczba osób korzystających z małego ruchu granicznego będzie rosła – przestrzega.
Podczas sejmowej debaty nad umową o małym ruchu granicznym najbardziej obawiano się, że liberalizacja negatywnie wpłynie na poziom bezpieczeństwa po polskiej stronie. Z danych Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie wynika, że na terenie Warmii i Mazur od początku września do końca listopada 76 cudzoziemców popełniło przestępstwo. Nie wiadomo, ilu z nich przekroczyło granicę dzięki ułatwieniom wynegocjowanym pomiędzy Sikorskim i Ławrowem, bo takich statystyk policja nie prowadzi.