Igor Janke pozwala zrozumieć jego fenomen. Wzrastania, osiągania dojrzałości, a potem sukcesu politycznego przywódcy. Dzieciństwo na podbudapeszteńskiej wsi, młodość, lata studiów i decydujące wydarzenia drugiej połowy lat 80. autor opisuje jako proces, którego ukoronowaniem jest dzisiejsza pozycja obecnego premiera Węgier.
Polskiego czytelnika uderzać będą podobieństwa do tego, co sam pamięta. Wielu też odkryje, jaką rolę odegrało polskie doświadczenie Solidarności w przemianach u naszych południowych sąsiadów. Niezależna kultura, koncerty SBB, Jazz Jamboree, polskie wydawnictwa podziemne przynosiły Węgrom coś zupełnie nowego. Pociąg Budapeszt–Kraków nazwany przez młodych Węgrów „pociągiem wolności” najlepiej obrazuje wpływ Solidarności na kształtowanie się opozycji antykomunistycznej nad Dunajem. W tej atmosferze dojrzewał talent polityczny Viktora Orbána. Porównania niestety nie zawsze są dla nas korzystne.
W kluczowych momentach transformacji postawa 26-letniego wówczas polityka to postawa człowieka wewnętrznie wolnego. Oskarżany przez przeciwników za zbytni radykalizm Orbán pokazał, że z upadającym reżimem można grać ostrzej. Życie przyznało mu rację. Igor Janke, śledząc losy przywódcy Fideszu, pokazuje, jak z młodzieżowego buntowniczego watażki wyrasta rasowy lider. Odwaga i znakomita intuicja idą w parze z pracą nad sobą i umiejętnością analizy sytuacji. Gdy młodzieńczy bunt już nie wystarcza, Orbán i jego przyjaciele przekształcają się w ugrupowanie, które będzie reprezentowało klasę średnią. Świadomi roli mediów, doceniając wagę marketingu politycznego, zjednali dla tradycyjnych wartości, lecz w nowoczesny sposób, rzesze zwolenników. W miejsce wojującego liberała pojawia się konserwatysta, patriota deklarujący głośno wiarę w Boga. Odważnie mówi o roli wartości w życiu wspólnoty. Orientacja na cele narodowe w wypadku Fideszu nie była koniunkturalnym manewrem, lecz świadomym wyborem programu.
Ten zwrot zapewnił partii Viktora Orbána dwukrotne zwycięstwo. To, co przekonało Węgrów, przysparza im dziś wrogów na arenie UE. Orbán jednak pozostaje nieugięty. Jak kiedyś wobec komunistów, tak dziś wobec brukselskiej biurokracji zachowuje postawę niezależności. Sam twierdzi, że wcale nie jest antyeuropejski. „Silna Europa, jako taka, sama z siebie nie jest możliwa. To fikcja” – mówi Orbán. „Wyłącznie silne narody mogą sprawić, by nasz kontynent znów odnosił sukcesy. Tylko w ten sposób możemy stworzyć silną Unię Europejską”.
Czy ten wyrastający ponad węgierską perspektywę głos Viktora Orbána będzie wysłuchany? Jak Orbán poradzi sobie z kryzysem? O tym Igor Janke nie mógł napisać – to ciągle jest przed nami. Losy Węgrów i ich dzielnego premiera śledzić będziemy na bieżąco. Po lekturze „Napastnika” na pewno z jeszcze większą sympatią i zrozumieniem.
