– Nie jestem językoznawcą, ale wiem, że czas najwyższy podjąć dyskusję na temat żeńskich nazw zawodów – powiedziała portalowi tvp.info Kozłowska-Rajewicz. – W języku powszechnym, a nawet w oficjalnych dokumentach, męskie nazwy zazwyczaj odpowiadają zawodom o wyższym prestiżu, przykładowo „minister”, a kobiece – o niższym, jak „sprzątaczka”. Język definiuje rzeczywistość, utrwalając krzywdzące stereotypy płciowe – dodała.
Portal tvp.info przytomnie zauważa, że pomysł Agnieszki Kozłowska-Rajewicz ociera się o groteskę: Trudno byłoby znaleźć nazwy dla kobiet wykonujących zawody zduna, cieśli i zegarmistrza, a tworzenie żeńskiego odpowiednika dla słowa „blacharz” mogłoby narazić taką kobietę na śmieszność. Inny problem mógłby pojawić się przy wiertaczu, betoniarzu, drukarzu i tapicerze. Określenia „wiertarka”, „betoniarka”, „drukarka” i „tapicerka” funkcjonują już bowiem jako nazwy poszczególnych przedmiotów i urządzeń.