Dziś "Gazeta Polska Codziennie" ujawniła, że 6 września do prezesa sądu okręgowego w Gdańsku Ryszarda Milewskiego zadzwonił człowiek, przedstawiający się jako urzędnik kancelarii premiera Donalda Tuska. W rozmowie tej szef sądu prosi o instrukcje dotyczącą terminu posiedzenia sądu ws. aresztu dla Marcina P., szefa Amber Gold.
Posłowie PiS podczas konferencji prasowej w Sejmie nazwali rozmowę "bulwersującą i wstrząsającą". Andrzej Duda (PiS) podkreślił, że sytuacja jest na tyle wymowna, "aby wyrazić zwątpienie w niezależność i niezawisłość gdańskiego Sądu Okręgowego".
"Prezes Sądu Okręgowego rozmawia jak służący z asystentem szefa kancelarii premiera. To niezwykle wymowne" - powiedział Duda.
"Sędzia w rozmowie nie dziwi się, że dzwoni do niego ktoś, kto podaje się za asystenta ministra Arabskiego, nie pyta o to, czy może spotkać się z premierem i porozmawiać. Po prostu ustala formę kontaktu. Można postawić pytanie, czy to był pierwszy kontakt z kancelarii premiera do sędziego Milewskiego w Gdańsku" - mówił poseł PiS, Krzysztof Szczerski.
Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak stwierdził, że przytoczona przez "GPC" rozmowa to kolejna przesłanka wskazująca na konieczność powołania sejmowej komisji śledczej ws. Amber Gold.

