Przepisy te weszły w życie 27 lipca br. Jak powiedział podczas wręczenia pierwszych zezwoleń konsul generalny RP w Kaliningradzie Marek Gołkowski, od mieszkańców rosyjskiego obwodu wpłynęło 3 tys. wniosków o wydanie zezwolenia. Jak na razie przygotowano 450 plastikowych kart uprawniających do przekroczenia granicy.
W swoim wcześniejszym komunikacie polskie MSW wyjaśnia, że umowa o małym ruchu granicznym umożliwia wielokrotne przekraczanie lądowej polsko-rosyjskiej granicy przez mieszkańców stref przygranicznych obu państw. Po stronie rosyjskiej dotyczy to wszystkich mieszkańców obwodu kaliningradzkiego, którzy mieszkają na stałe w strefie przygranicznej od co najmniej trzech lat. Z kolei z polskiej strony skorzystać ze zmian mogą mieszkańcy znacznej terenów województw pomorskiego oraz warmińsko-mazurskiego. Ułatwienia obejmują również obywateli państw trzecich, którzy zamieszkują w obwodzie kaliningradzkim i w polskiej strefie przygranicznej.
Rosyjskie media piszą, że „umowa pozwoli aktywizować kontakty między Polakami a Rosjanami, mieszkającymi w najbardziej wysuniętym na zachód rosyjskim regionie. Dokument będzie sprzyjał rozwojowi kontaktów biznesowych oraz wymianie młodzieży”. Optymizm ten studzi w rozmowie z „Codzienną” były wiceminister spraw zagranicznych Polski, poseł PiS-u, Krzysztof Szczerski. – Znacznie przesadzona jest atrakcyjność gospodarczo-turystyczna regionu. Okręg kaliningradzki nie jest rezerwuarem mitycznych bogatych Rosjan, którzy przyjadą do Polski z wielkimi inwestycjami. Jest to region specyficzny, jeden z najbardziej zmilitaryzowanych we współczesnej Europie – przypomina poseł Szczerski.
Polskie MSW uprzedza, że zezwolenia w ramach małego ruchu granicznego nie otrzymają mieszkańcy rosyjskiej strefy przygranicznej, którzy w Systemie Informacyjnym Schengen (SIS) mają wpis o odmowie wjazdu do UE, oraz osoby stwarzające zagrożenie dla porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego Polski. Jednak jak przypomina były wiceszef MSZ-etu, ujawniona w lipcu br. przez „Gazetę Polską” afera z wydawaniem przez pracowników konsulatu RP w Łucku fałszywych dokumentów wizowych powinna dać władzom do myślenia. – Ta historia pokazuje, że nie do końca możemy ufać procedurom wydawania wiz i kontroli nad tym – zauważa Szczerski.
