Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”. Pisał o aferach gospodarczych. Przed 20 laty zaginął w drodze do pracy.
Śledztwo w sprawie jego zabójstwa prowadzi obecnie krakowska prokuratura apelacyjna.
W toku śledztwa prokuratura uzyskała informacje o ewentualnym miejscu ukrycia zwłok Ziętary pod Poznaniem. Prowadzono tam poszukiwania, mające na celu zweryfikowanie tych informacji.
Georadar nie pomógł
- Działania, które przeprowadzaliśmy w środę pod Poznaniem, nie przyniosły spodziewanego efektu, tzn. nie znaleźliśmy szczątków ani zwłok należących do kogokolwiek - powiedział w rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie prok. Piotr Kosmaty. Jak poinformował, w poszukiwaniach, w których wydatnie pomogła prokuraturze poznańska Żandarmeria Wojskowa, używano m.in. georadaru i sondy podziemnej, stosowano badania chemiczne.
Prokurator Kosmaty podkreśla, że poszukiwania ciała nie oznaczały, iż ustalono sprawców zabójstwa.
- Poszukiwania nie mają związku ze sprawcami. Informację o ewentualnym miejscu ukrycia zwłok uzyskaliśmy w toku śledztwa i chcieliśmy to sprawdzić, Śledztwo jest kontynuowane - powiedział.
Porwany i zamordowany
W 1998 r. poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. W połowie czerwca 2011 r. śledztwo zostało podjęte na nowo w poznańskiej prokuraturze i przedłużone; decyzją prokuratora generalnego przekazano je do Krakowa.
W toku śledztwa prokuratura przesłuchała członków rodziny oraz członków Komitetu Społecznego „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary”, którzy prowadzili dziennikarskie śledztwo w sprawie zaginięcia kolegi. Przeprowadziła także badania odcisków palców, które zostały zabezpieczone we wrześniu 1992 roku w mieszkaniu Ziętary, ale dotąd nie były badane; zainicjowała badania biologiczne śladów zabezpieczonych w toku śledztwa metodami, które nie były znane w 1992 roku. Poddała także analizie obszerną dokumentację osób, które przewijają się w aktach śledztwa - pod kątem ew. udziału tych osób w zaginięciu dziennikarza.
Na początku śledztwa krakowska prokuratura przeprowadziła eksperyment procesowy w Poznaniu. Polegał on na odtworzeniu wszystkich istotnych zdarzeń z udziałem Ziętary, które miały miejsce od godz. 13:30 w dniu 31 sierpnia 1992 r. do godz. 8:40 następnego dnia, kiedy wyruszył do redakcji i był po raz ostatni widziany. Jak informował wówczas prok. Kosmaty, przeprowadzony eksperyment procesowy dostarczył istotnego materiału dowodowego.
Miał być zwerbowany przez służby
W październiku 2011 r. krakowska prokuratura otrzymała dokumenty z Agencji Wywiadu, z których wynika, że ówczesny UOP chciał zwerbować dziennikarza. Były to nowe dowody w sprawie, ponieważ w toku poprzedniego śledztwa w 1994 r. MSW zapewniało, iż „Jarosław Ziętara nie pozostawał w zainteresowaniu UOP i nie figuruje w ewidencji, jak i materiałach archiwalnych UOP”. Na początku bieżącego roku krakowska prokuratura poinformowała o zmianie kwalifikacji prawnej śledztwa z uprowadzenia na zabójstwo.
- Analiza zebranego dotychczas materiału, przyjęte na tej podstawie wersje śledcze oraz fakt, że do dnia dzisiejszego nie ustalono miejsca pobytu Jarosława Ziętary uzasadniają naszym zdaniem przyjęcie kwalifikacji zabójstwa - mówił w styczniu prok. Piotr Kosmaty.
Jak podkreślał, śledztwo nadal toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko komuś, ponieważ ewentualni sprawcy zabójstwa nie zostali ustaleni. Kosmaty informował wówczas, że prokuratura kontynuuje przesłuchania świadków, gromadzi i analizuje dokumentację, a także współpracuje z IPN w celu ustalenia sposobu działania „sprawców, którzy dokonywali uprowadzeń i zabójstw”. Miała także ustalić DNA dziennikarza i chciała przeprowadzić analizę wyselekcjonowanych szczątków ludzkich, znalezionych po 1992 r. w Polsce. Chciała także, przy pomocy biegłego antropologa, na podstawie zdjęć Ziętary odtworzyć jego wygląd uwzględniający upływ czasu.

