Posłowie zapowiedzieli zwrócenie się o reakcję na znieważenie dziennikarki do Rzecznika Praw Obywatelskich jak i do pełnomocnika rządu ds. równego traktowania.
– Po tym wszystkim poseł w mediach nie przestał mnie atakować i obrażać kłamiąc na temat tego co zaszło – mówiła w Sejmie Stankiewicz.
Stwierdziła, że zabrała głos, by zdementować te kłamstwa.
– Nie chodziłam za posłem, nie trzymałam kamery blisko niego, a poseł nie odpychał jej tylko próbował mi ją wyrwać. – mówiła Stankiewicz. Wszystko zaszło szybko, a ona nawet nie zdążyła dokończyć pytania. Agresję posła wywołało samo brzmienie nazwiska dziennikarki.
Stankiewicz wyraziła zdumienie, iż poseł przedstawia całkowicie fałszywy przebieg zdarzeń, skoro całe zajście zostało sfilmowane, jest dostępne w internecie i każdy może stwierdzić, że poseł kłamie. Dziennikarka zaznaczyła, że jeszcze bardziej zatrważająca niż zachowanie posła jest reakcja innych polityków Platformy. O ile zachowanie posła jest zbywane mówieniem przez kolegów partyjnych o problemach emocjonalnych posła, to trudno wytłumaczyć reakcję szefa klubu PO Rafała Grupińskiego. Odmówił on prawa nazywania Stankiewicz dziennikarzem, argumentując że publikuje ona teksty w krytycznej wobec władzy gazecie.
Posłowie, którzy w Sejmie zabrali głos w sprawie ataku na dziennikarkę, podkreślali, iż nie można przejść nad tym zdarzeniem do porządku dziennego.
–To test obozu władzy, na ile jest w stanie sobie pozwolić. Może stanowić przyzwolenie do podobnych działań na przyszłość – mówił poseł Jan Dziedziczak.
Poseł Iwona Arent przypomniała, że Stefan Niesiołowski w dniu ataku na dziennikarkę obrażał też posłanki PiS Annę Fotygę i Jolantę Szczypińską wykrzykując pod ich adresem słowa "ścierwa pisowskie”. Z kolei poseł Michał Wojtkiewicz był tego samego dnia świadkiem, jak Niesiołowski wyzywał demonstrantów przed sejmem nazywając ich „bydłem”. Przy okazji poseł PiS też został obrzucony niewybrednymi inwektywami.
Poseł PiS Marcin Mastalerek zwrócił uwagę, że do tej pory nie ma decyzji prokuratury, czy zostanie wszczęte śledztwo z jego zawiadomienia w sprawie ataku na dziennikarkę.
Poniżej publikujemy pełną treść oświadczenia Parlamentarnego Zespołu ds. Obrony Wolności Słowa:
Wolność słowa i wolność działania mediów to podstawa każdej demokracji. Tylko kraj zapewniający dziennikarzom i mediom warunki swobodnej i niczym nieskrępowanej pracy może nazywać się prawdziwie demokratycznym. W Polsce, w której przez wiele lat nie tylko nie było wolnych mediów, a wszelkie przejawy ich niezależności były przez państwo tępione, te standardy demokratyczne powinny być szczególnie chronione i pielęgnowane.
Z tym większym oburzeniem przyjęliśmy zachowanie jednego z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej Stefana Niesiołowskiego, który dopuścił się słownej i fizycznej, napaści na dziennikarkę "Gazety Polskiej" Ewę Stankiewicz.
Takie postępowanie byłego wicemarszałka Sejmu kompromituje zarówno jego samego jak i jego formację polityczną – Platformę Obywatelską. Takie zachowanie powinno spotkać się nie tylko z natychmiastową reakcją organów ścigania ale przede wszystkim jego własnego środowiska politycznego. Tymczasem liderzy Platformy Obywatelskiej wzięli w obronę Stefana Niesiołowskiego, a on sam nie tylko nie przeprosił Ewy Stankiewicz ale nadal publicznie ją obraża.
Parlamentarny Zespół do spraw Obrony Wolności Słowa stanowczo i jednoznacznie potępia skandaliczne zachowanie Stefana Niesiołowskiego. Wyrażamy pełne poparcie i solidarność z Ewą Stankiewicz, której praca i dokonania budzą nasz największy szacunek i uznanie.
Wyrażamy przekonanie, że takie postępowanie polityka wobec dziennikarza jest nie do pogodzenia ze standardami, jakie obowiązują w kraju demokratycznym. Dlatego wzywamy przewodniczącego Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska oraz Marszałek Sejmu Ewę Kopacz do wyciągnięcia daleko idących konsekwencji wobec posła Stefana Niesiołowskiego. Tylko zdecydowana i jednoznaczna reakcja na haniebny czym, jakiego dopuścił się poseł będzie dowodem na to, że bicie i znieważanie dziennikarzy nie będzie w Polsce tolerowane i akceptowane.
(fot Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska)
