Protestujący domagają się zawieszenia rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej. Akt ten ogranicza m.in. naukę historii; głodujący obawiają się, że "okrojenie programów doprowadzi do tego, że zamiast młodzieży coraz mądrzejszej będziemy mieli coraz głupszą". MEN odpowiada, że od nowego roku szkolnego nauczanie historii będzie bardziej gruntowne i pogłębione.
Kuchciński powiedział dziennikarzom po rozmowie z protestującymi, że taka forma sprzeciwu to "ostateczność, która powinna wstrząsnąć tymi, którzy dzisiaj rządzą w Polsce". "Nie powinno się do takich sytuacji dopuszczać. Rząd powinien bardziej odpowiedzialnie podejmować decyzje". Jak dodał, PiS będzie chciało, by sprawą zajął się Sejm.
"Jeszcze dziś nasz klub parlamentarny złoży do marszałek Sejmu wniosek o informację w tej sprawie na najbliższym posiedzeniu. Poza tym bezpośrednio do premiera i ministra skierujemy wniosek z prośbą o zmianę tego rozporządzenia" - zapowiedział wicemarszałek. Wyraził też obawę, że w przypadku braku reakcji rządu głodówki rozpoczną się w innych miastach.
Protestujący w krakowskim kościele św. Stanisława Kostki dziękowali politykom PiS za zainteresowanie i słowa otuchy. Nie chcieli jednak zakończyć głodówki. "Gdy tylko otrzymamy sygnał z ministerstwa, że rozporządzenie jest zawieszone, to i my przerwiemy głodówkę" - oświadczył jeden z nich, Grzegorz Surdy.
Odnosząc się do rozpoczętego w poniedziałek protestu, MEN oświadczyło, że od przyszłego roku szkolnego uczniowie będą "uczyć się historii gruntowniej, w sposób bardziej pogłębiony".
Nowe rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania w szkołach publicznych, które ma wejść w życie od 1 września 2012 r., minister edukacji podpisała 20 stycznia. Wiąże się ono z rozpoczętą we wrześniu 2009 r. reformą edukacji i stopniowym wprowadzaniem nowej podstawy programowej nauczania. W podstawie określone jest, czego i na jakim etapie nauki uczeń musi się nauczyć.