Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

25 lat Polski w NATO – od nowicjusza do lidera. Polska stała się jednym z kluczowych państw Sojuszu

Mija ćwierć wieku od dołączenia Polski do NATO – najpotężniejszego sojuszu w historii świata. I tak jak na przestrzeni lat transformacji uległa cała organizacja, tak również zmieniała się w niej pozycja Polski. W 1999 r. z kraju, który nie tak dawno zdjął z siebie sowieckie jarzmo, staliśmy się częścią Zachodu, otwierając przed sobą nieosiągalne wcześniej perspektywy i możliwości. Członkostwo w Sojuszu stało się fundamentem naszego bezpieczeństwa, jednak byliśmy dopiero na początku tej niezwykle ważnej i trudnej drogi. Dziś Polska uznawana jest za kluczowy bastion wschodniej flanki NATO, z rekordowymi wydatkami na zbrojenia, będącym gospodarzem dla tysięcy wojsk sojuszniczych, ze strategicznymi dowództwami i rozwijającą się armią, sukcesywnie uzbrajaną w najnowocześniejszy sprzęt.

Dołączenie do ­NATO rodziło wiele nadziei, ale także obaw – czy polskie wojsko sobie poradzi, co ze sprzętem i uzbrojeniem, jak będzie wyglądała współpraca na kluczowych płaszczyznach. Wreszcie, czy Polska udźwignie ciężar członkostwa w tak potężnej organizacji, bo przecież bycie częścią NATO to nie tylko benefity, lecz także wiele wymogów do spełnienia i obowiązki. Zwłaszcza w przypadku kraju, który dopiero pukał do bram zachodniego świata. Z perspektywy czasu jasne jest, że 25 lat temu inna była Polska, jak również NATO i otaczająca organizację rzeczywistość.

Rozszerzenie Sojuszu w 1999 r. było dopiero czwartym w jego historii i pierwszym w kierunku wschodnim. Miało jednak kluczowy wpływ na sytuację w tej części Europy. Nieprzypadkowo Polacy wskazują właśnie wejście do NATO jako najważniejszą historycznie decyzję w ostatnich dekadach, a dopiero na drugim miejscu dołączenie Polski do UE w 2004 r., chociaż oczywiście to wydarzenie także miało strategiczny charakter. 

Sojusz polsko-amerykański

Nie ulega wątpliwości, że kluczową rolę zarówno w procesie akcesyjnym Polski, jak również później w rozwijaniu naszych zdolności obronnych i militarnych odegrały Stany Zjednoczone. Nieprzypadkowo wspomniał o tym prezydent RP Andrzej Duda w swoim orędziu związanym z 25-leciem Polski w NATO. Dziś trudno sobie wyobrazić współpracę w ramach ­NATO bez trwałego i silnego sojuszu Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Co więcej, na przestrzeni lat relacje te były sukcesywnie wzmacniane. Ich efektem jest dzisiaj m.in. stacjonowanie na stałe ponad 10 tys. żołnierzy US Army. To także obecność w Polsce amerykańskiego uzbrojenia z najwyższej światowej półki, a także liczne kontrakty, na mocy których w kolejnych latach dołączymy jako armia do zbrojeniowej elity. Wyrzutnie Patriot to kluczowy element rakietowego parasola, który ochroni polskie niebo. Podobnie jak najnowsze myśliwce F-35, których dostawy rozpoczną się już za nieco ponad rok. Od dawna w armii są wyrzutnie HIMARS, a pancerną pięść wzmacniają czołgi Abrams. Ich najnowocześniejsza wersja także za kilka miesięcy zawita do Polski. Ze Stanami Zjednoczonymi łączą nas dwustronne porozumienia i te zawierane w ramach NATO, wpisujące się w kolektywną obronę. Wszystkie te elementy sprawiają, że w ostatnich latach Polska stała się najsilniejszym bastionem wschodniej flanki NATO, odpowiadającym nie tylko za swoje bezpieczeństwo, lecz także za bezpieczeństwo całego regionu. Bez silnego sojuszu z USA nie byłoby to możliwe.

Wzór do naśladowania

W 2014 r. na szczycie w walijskim Newport państwa członkowskie zobowiązały się, że będą sukcesywnie zwiększać wydatki na cele obronne. Tak, by w ciągu dekady przeznaczać na ten segment minimum 2 proc. swojego PKB. Z tamtej perspektywy wydawało się to dość oczywiste, patrząc na narzucone ramy czasowe i zmieniającą się rzeczywistość, związaną z agresją Rosji na Ukrainę i anektowaniem Krymu. Jednak lata mijały, a większość krajów członkowskich nawet nie zbliżała się do tego poziomu. Wyjątek stanowiła Polska, która z roku na rok przeznaczała na cele obronne coraz większe pieniądze. Dziś nasze wydatki oscylują w granicach 4 proc. PKB. To dwukrotnie więcej niż nakazują porozumienia w NATO. I choć szef Sojuszu Jens Stoltenberg wskazał niedawno, że spodziewa się, iż w br. pułap 2 proc. przekroczy co najmniej 18 państw członkowskich, to większość z nich nawet nie zbliży się poziomem do Polski. W relacji do wielkości PKB jesteśmy pod tym względem liderem w organizacji. Co więcej, przed kilkoma dniami prezydent RP wyszedł z inicjatywą, by przekonać kraje członkowskie do zwiększenia minimalnego pułapu wydatków z 2 do 3 proc.

Patrząc na opieszałość niektórych władz, m.in. Berlina, misja ta wydaje się trudna do zrealizowania w najbliższych latach. Gdyby jednak jakimś cudem udało się wynegocjować takie porozumienie, Polska weszłaby do niego z marszu, bez konieczności radykalnych modyfikacji budżetu. To także pokazuje, jak nasz kraj traktuje zobowiązania sojusznicze. 

Na lądzie, morzu i w powietrzu

Przez 25 lat w misjach pod auspicjami NATO wzięło udział ponad 75 tys. polskich żołnierzy i pracowników wojska. Nasze kontyngenty nadal obecne są w takich krajach, jak m.in. Rumunia, Łotwa czy Irak. Wcześniej przedstawiciele Wojska Polskiego z biało-czerwoną flagą na ramieniu byli obecni m.in. w Afganistanie, Bośni i Hercegowinie, Macedonii Północnej i Grecji. Cały czas cyklicznie stajemy też na czele natowskiej misji Baltic Air Policing, związanej z patrolowaniem przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich – Litwy, Łotwy i Estonii. Przez 25 lat polskie okręty Marynarki Wojennej wzięły udział w ponad 250 ćwiczeniach sojuszniczych. Od 2002 r. dziesięć polskich okrętów prowadziło działania pod flagą NATO w 26 misjach operacyjnych.

Wzorowo wypełniamy swoje zobowiązania w ramach współpracy militarnej, ale za każdym razem polskie wojsko jest też perfekcyjnie przygotowane do przeprowadzenia ćwiczeń na własnym terytorium. Tak jest m.in. przy okazji naprzemiennie organizowanych manewrów „Anakonda” i „Dragon”.

Drugie z wymienionych właśnie trwają. Bierze w nich udział ponad 20 tys. żołnierzy. Ponadto są one częścią natowskich manewrów pod kryptonimem Steadfast Defender 2024 – największego tego typu przedsięwzięcia od zakończenia zimnej wojny, w które zaangażowane jest blisko 100 tys. żołnierzy ze wszystkich państw członkowskich. 

Oby tak dalej

Obecna sytuacja geopolityczna, związana z toczącą się wojną na Ukrainie i neoimperialnymi zapędami Rosji, które według wielu analiz i raportów mogą w najbliższych latach doprowadzić do wybuchu konfliktu na masową skalę, potwierdza, że gdyby nie członkostwo w NATO, Polska już dawno mogłaby podzielić los naszego wschodniego sąsiada. Sojusz Północnoatlantycki i zbudowana w jego ramach strategiczna współpraca z USA są gwarantem naszej stabilności i siły. Przez lata pokazaliśmy się jako wiarygodny i sprawdzony sojusznik, potwierdzając, że warto na nas stawiać w dwustronnych relacjach. Działania zmierzające do podkopania linii Warszawa−Waszyngton lub sugerujące zwrócenie uwagi na inne koncepcje to nie tylko wpisywanie się w rosyjski scenariusz, lecz także realne zachwianie regionalnym bezpieczeństwem. Warto więc dalej umacniać pozycję Polski jako jednego z liderów NATO, a pozostałym krajom członkowskim życzyć, by podążały za polskim przykładem w kwestii zbrojeń i wydatków na obronność.

Z korzyścią dla siebie, NATO jako organizacji i regionalnego bezpieczeństwa. Bo tylko silni i zjednoczeni będziemy w stanie przezwyciężyć zło, które czai się za naszą wschodnią flanką.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane