Sprawa jednak wygląda na coś znacznie poważniejszego. Wystarczyłaby jeszcze ucieczka z Platformy Obywatelskiej czterech, pięciu posłów, by rząd stał się faktycznie mniejszościowy. Przy narastającym niezadowoleniu społecznym dla premiera stanowi to potężne zagrożenie. Aby je przetrwać, Donald Tusk mógłby się oprzeć na mającym mocną pozycję prezydencie albo na szefie wewnątrzpartyjnej opozycji Grzegorzu Schetynie. Tylko że zarówno jeden, jak i drugi właśnie knują, jak przyprzeć premiera do muru.
Najsensowniejsze w tej sytuacji wydaje się albo dogadanie się z Komorowskim (co będzie bardzo kosztowne), albo ucieczka w wybory. Być może, by ich nie wygrał, ale jako szef partii miałby możliwość wycięcia konkurentów. Wydaje się to jedynym wyjściem, jakie mu pozostało. Okazuje się, że wygrane wybory parlamentarne z zeszłego roku mogą być początkiem końca rządów Tuska.
