Wydział V Śledczy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzi dwa odrębne postępowania: w sprawie kradzieży obrączki oraz zniszczenia dowodu śp. Tomasza Merty. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. Śledczy przyjmują wersję, że do próby spalenia dowodu wiceministra kultury doszło na terenie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych - czytamy w "Naszym Dzienniku".
Dowód osobisty wydany rodzinie Tomasza Merty po katastrofie smoleńskiej nosi wyraźne ślady nadpalenia. Z dokumentacji rosyjskiej, która trafiła do polskiej prokuratury z Federacji Rosyjskiej, wynika, że ten sam dokument zachował się w stanie idealnym. Sprawę wszczęła wojskowa prokuratura okręgowa, która prowadzi śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej. Potem akta sprawy wojskowi śledczy przekazali warszawskiej prokuraturze okręgowej.
Na to, że do zniszczenia dowodu Merty mogło dojść na terenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wskazują zeznania jednego ze świadków, pracownika resortu. Miał zeznać, że dowód znajdował się w worku, który zamierzano zutylizować (spalić). Magdalena Pietrzak-Merta dowód osobisty męża odebrała w maju 2010 r. z jednostki Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim, do której trafiły rzeczy ofiar po 10 kwietnia 2010 roku.
Sama Pietrzak-Merta nie wyklucza jednak, że do zniszczenia dowodu jej męża doszło na terenie Federacji Rosyjskiej.