Najwyraźniej Ameryce Północnej potrzebna była dekada słabości, by obudzić się do bardziej dojrzałej polityki. Kończy się uzależnienie Stanów od obcych źródeł energii. Z importera stają się dzięki łupkom eksporterem gazu. Powoli zaczynają sięgać też po niekonwencjonalne sposoby wydobywania ropy. W rezultacie na ich terytorium wraca przemysł chemiczny, a wraz z nim wiele przedsiębiorstw korzystających z coraz tańszej energii. W IV kwartale ub.r., kiedy Europa zbliżyła się do poziomu recesji, USA odnotowało solidny trzyprocentowy wzrost gospodarczy.
W tym roku prognozy dla Stanów są jeszcze lepsze. Europa tymczasem pogrąża się w kryzysie, Chiny zwalniają, wchodząc w potężną bańkę budowlano-kredytową, a Rosji kończą się ekstrazyski z paliw. Kreml, budując koalicję przeciw USA, wyraźnie szuka guza. I pewnie go znajdzie.
