Gdy tylko reporter „Codziennej” próbował zadać Ewie Kopacz pytanie na temat dokumentów TW „Bolka” na miejsce natychmiast zostali wezwani funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej. Odepchnęli dziennikarza uniemożliwiając rozmowę z marszałek Sejmu.
Ewa Kopacz musiała widzieć tę scenę, ale niewzruszona kontynuowała oprowadzanie po budynku Sejmu trzech towarzyszących jej kobiet. Unikanie odpowiedzi na ważne pytania staje się jej charakterystyczną cechą.