Będziemy słuchali, co mają do powiedzenia inni, nie mając żadnego wpływu na ich decyzje. To, kiedy nas zaproszą, nie będzie oczywiście zależało od nas, ale od woli zapraszających. Jedno jest pewne: raz w roku polski premier zje z wielkimi tego świata obiad. Jak mówił klasyk ekonomii, nie ma darmowego obiadu, więc i ten taki nie będzie. Zapłacimy za niego prawie 30 mld zł. Przy okazji narzucimy sobie ograniczenia, które będą egzekwowane przez urzędników z Brukseli. Czy Bruksela warta jest takiego obiadu? Nawet gdyby ktoś w to uwierzył, pamiętajmy, że to dopiero początek brukselskiej karty dań.
Komentarz Tomasz Sakiewicza w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
